Aquarion Evol Odcinek 17 – rzutem oka

Powrót do starych krajobrazów, dodatkowe zagłębianie się w sens istnienia (czarnych) dziur i Itano Circus w wykonaniu… bananów?
Aquarion Evol
Po czterech pełnych ekscytacji odcinkach przyszła mała chwila wytchnienia. Ostatnie wydarzenia, związane z własną śmiercią  czy odkryciem sekretu reinkarnacji, głęboko skonsternowały bohaterów serii. Wydawać się mogło, że komplikacje te w połączeniu z problemami miłosnymi, skazują oglądających na tanią komedie romantyczną. Nic z tych rzeczy – Aquarion Evol nadal mknie w przód, a jedynym tak naprawdę uczuciowym schematem jest otwierająca epizod scena na schodach. Zaprawdę irytujący to fragment, bo przedstawia szereg najgorszych stanów emocjonalnych (Amato truje, Zessica dołuje się, a Mikono odbiera sytuację omyłkowo), ale na szczęście twórczy dają postaciom szybko coś do roboty.

Trzonem odcinka są następne rozkazy Fudo. Zdawałoby się, że będą odmienne od tego, co proponował dotychczas, bo piloci nie zostają wysłani dla treningu, ale do wykonania misji. Zadanie jest o najwyższym statusie tajności, a więc rodzą przypuszczenia, o co tak naprawdę może chodzić. Jaką rzecz mają wykopać bohaterowie z Ziemi? Pierwszym naturalnym skojarzeniem fana powinien być legendarny Aquarion i nie są to przypuszczenia bez podstawy, bo Kawamori zaraz potem zaczyna trollować widzów starszych serii. Pamiętajmy też: banany nie są przekąską!

Piloci trafiają na zielonkawą dolinę, położoną nad brzegiem dużego jeziora. I tutaj pojawia się pierwsze puszczenie oka w stronę widza przez Satelight :) Czy ten krajobraz nie wydaje się znajomy? Czy ta figura terenu kiedyś nie pojawiła się w Aquarionie? Ależ oczywiście, bo to miejsce, gdzie dziecięcy Apollo otrzymał swoje imię od przyjaciela w Genesis. Jeszcze większe nawiązanie widać do wersji, znanej z historii OVA – Apollo nie tylko żył jako pustelnik w tej dolinie, ale także pod powierzchnią ziemi znajdował się legendarny Aquarion, należący do Apolloniusa :)  Jak widać po 12 tysiącach lat środowisko tych stron wróciło do swojej dawnej piękności.
Aquarion Evol Genesis of Aquarion OVA
A to nie koniec, bo okazuje się, że Zessica zdecydowała się opalać dokładnie nad brzegiem, nad którym rozgrywała najważniejsza scena z pierwszego odcinka wersji OVA. Precyzyjnie w tym samym zakątku 12 tysięcy lat wcześniej stali Apollo, Silvia i Reika (ale w alternatywnej rzeczywistości).

Aby widzowie, nieznający poprzedniej serii, nie nudzili się, twórcy zdecydowali się zaprezentować klasyczny fragment anime z plażą.  Oczywiście te kilka minut nie mogło być pozbawione nieporozumień.  W końcu nic tak nie pobudzi kobiety, jak gorące nietypowe wyznanie miłosne.

Niestety techniki podrywu na „dziurę” Andy’ego nie przyniosły zamierzonego celu, a nawet zirytowały Mix. Rezultat był nie taki jaki chłopak spodziewał się. W wyniku, czego popadł w depresję w przenośnym i dosłownym znaczeniu. Bohater zmierza w najgłębsze części Ziemi, a ja w tej chwili zacząłem czekać legendarnego Aquariona.

I to był mój największy błąd, bo zapomniałem, jak Aquarion potrafi „zaskakiwać”. Kolejna bitwa mechów z Cherubinem okazała się absurdem z dawką ironii (tak jak 12 tysięcy last temu w alternatywnym świecie, las stanął w płomieniach, tak teraz przeciwnie – padł ofiarą śnieżycy). Banany to chyba najbzdurniejszy motyw ze wszystkich dotychczasowych fragmentów walki w tym anime. O ile resztę pomysłów dało się jakoś uzasadnić (np. nagość powoduje uwrażliwienie skóry) to najnowsza idea jest kompletnie bez sensu. Jakoś nie przypominam sobie szczególnej roli bananów na Atlantydzie za czasów drugiego cyklu. Generalnie zaliczyłbym to plus, ale nie tego spodziewałem się po rodzinnych stronach Apollo.

Miłą wiadomością jest względne zakończenie wątku romantycznego Amato-Mikono-Zessica. Dziewczyny wyjaśniły sobie parę spraw, co kończy niejako „zimną wojnę” o księcia z bajki. Zachodzi pewna obawa powrotu tego wątku w następnym odcinku, zwłaszcza po preview i bardziej zdzirowatym(?) stroju Zessici. Jednak wszystko odbędzie się w towarzystwie mechów, więc temat powinien być bardziej zjadliwy.