Mobile Suit Gundam: Iron-Blooded Orphans odcinek 2 – rzutem oka

Aż chce się objąć glob ziemski niczym Turn A Gundam w kosmosie i krzyknąć – „to jest (na razie) prawdziwy Gundam”. Wygląda na to, że twórcy nowej serii najbardziej popularnej marki mecha w Japonii odrobili lekcje z najstarszych odsłon cyklu i zaadaptowali najlepsze elementy, jakie je cechują. I chociaż nie można tutaj mówić o arcydziele, to owacje na stojąco się należą :)

To, co czeka na starcie epizodzie to przedstawienie technologii, jakimi rządzi się tutaj Gundam i część mechów w tym uniwersum. Spodziewałby się widz po współczesnym Sunrise jakiegoś technobełkotu o „czary mary” niezwykłych właściwościach danego modelu (symbolem będzie różowe lub niebieskie itd. światło wydobywające się z oczu czy korpusu tej humanoidalnej kolorowej choinki tego robota), który w przyszłości zostanie zastąpiony przez inną machinę z większych „czary mary”. A tutaj proste, krótkie wytłumaczenie – połączenie z pleców, za pomocą nanotechnologii zapewnia pilotowi lepszy odbiór przestrzenny otaczającego go świata i…. co najlepsze wyjaśnia, dlaczego dzieci potrafią walczyć z normalnymi dorosłymi pilotami na równi z równym, a nawet ich pokonywać. Niech jeszcze tylko seria wspomni, że tego typu końcówki w plecach można tylko wszczepiać dorastającym dzieciakom, a historia ma lepszy pretekst do wyjaśnienia, dlaczego to osieroceni nastolatkowie mają najlepsze argumenty siłowe do zmieniania świata, niż ich rówieśnicy z jakakolwiek innej serii Gundam :)
Gundam Iron-Blooded Orphans 2-7

W tym króciutkim przedstawieniu informacji o relacji człowiek – maszyna podoba mi się też fakt sugerowania, że pilot może zacząć utożsamiać maszynę jako własne ciało, a więc możliwy jest wątek obosieczności zdolności bohaterów. Coś, co mieliśmy w oryginalnym uniwersum Gundama (przede wszystkim Zeta Gundam) tylko, że tam moce ludzi określanych jako Newtype wiązały się z odczuwaniem i nawiązaniem więzi emocjonalnej z przeciwnikiem. Tutaj sterujący Gundamem mógłby np. odczuwać gehennę z powodu straty ręki przez robota. Czy fabuła pójdzie w tą stronę, czy jednak pozostanie przy standardowym „kiedy pilotuje, to krwawię”, trudno na razie orzec.

Gundam Iron-Blooded Orphans 2-6Typowe„Oj jak boli” w świecie anime

Skoro mowa o krwi to cieszyć może widza sprawa nie ociekania przesadnie nią serii. Na tą chwilę historia odbywa się spokojnym, jednorakim tempem – historia nie próbuje tutaj głupio szokować na każdym roku jak np. w Aldnoah.Zero i Vandread, poza jednym fragmentem nie ma płaczów i krzyków nad truposzami, tylko wewnętrzna żałoba głównego bohatera, zderzenie marzeń i rzeczywistości w świadomości księżniczki. Jak zobaczyłem występ Kudelii przed politykami to już zacząłem złowieszczyć – „druga Relena Peacecraft z Gundam Wing”, a tutaj okazało się, że to wspomnienie, które miało za zadanie przedstawić przeszłą pyszałkowatość blondwłosej na tle jej teraźniejszej niedojrzałości politycznej w obliczu zaistniałej sytuacji.

Gundam Iron-Blooded Orphans 2-5„Ale przypał”

Na brak różnorodności postaci w historii nie można narzekać, bo obok tej pary tragedię na swój własny sposób przeżywa Orga Itsuka, który najwyraźniej w tytułowym rodzeństwie odgrywa rolę mózgowca, taktyka, która popcha wydarzenia w odpowiednią stronę. I ponownie – już miałem wściekać się na brak charakteru postaci podczas bezsensownego pokazu przemocy w sztabie, aby po chwili przekonać się, że bohater nie jest jednak głupi, potrafi sobie przekalkulować efekty zmian kadrowych w firmie i podjąć odpowiednią decyzję. Autorzy opowieści w prostu sposób dali powód, aby obejrzeć trzeci epizod – choćby po to, aby dostać upust złości z powodu typków z drugiego ;)

Gundam Iron-Blooded Orphans 2-3Oczekiwania na trzeci odcinek ;)

Tym bardziej, że w całe to zamieszanie najwyraźniej włączą się zbrojnie jeszcze dwie, inne strony konfliktu – w głębi serca dobrotliwy żołnierz z dotychczasowych antagonistów oraz dwóch bishonenów, którzy przegrali kasting do Legend of the Galaxy Heroes i muszą z tego powodu grać stereotypowych, pięknych i mądrych blond-srebrno arystokratów z shoujo mangi. Pierwsze wrażenie w kwestii klona Chara Aznable? Złe, ale nie powinno się oceniać książki po okładce ;)

Pomiędzy tymi wątkami, co zabawniejsze znalazło się miejsce na odrobinę humoru. Aby nie zakłócić „poważniejszej” fabuły postawiono na najprostsze rozwiązanie – wprowadzenie postaci pobocznych, które nie brały udziału w poprzednich wydarzeniach. Są więc siostrzyczki Biscuita, które z jednej strony dają jakieś tam podstawy do szerszego przedstawienia historii tej postaci, a zarazem prezentują żart o owocu – bardzo durny, jakby autorem był niejako Yoshiyuki Tomino. Koniec końców rozluźniają nieco atmosferę serialu. Do tego Kudelia nie będzie snuć się po bazie bez celu przez następne odcinki, a dostanie to, co chciała, czyli nawiąże szersze znajomości z plebsem.

Po czym poczuć dobrze przygotowany scenariusz anime? Po tym, że główne postacie robią coś w nim konstruktywnego, a nie służą za pozbawione sensu tło. I na razie wygląda na to, że pierwszoplanowi bohaterowie mają jakieś konkretne wyzwania przed sobą ^^’

Aby nie było zbyt optymistycznie – czasem animacja nieco leży w niektórych scenach, raz Sunrise’owi nie chce się rysować oczów szlachetnie urodzonych antagonistów o wątpliwej heteroseksualności, innym razem pomylono proporcje głowy księżniczki. Na szczęście są to małe niedoróbki i sceny walki ostatecznie wszystko wynagradzają – nie ma tutaj tysięcy barw i mechów latających z szybkością światła w przestrzeni kosmicznej, ale miło widzieć, że skoro wybrano za akcję powierzchnię planety to ta akcja właśnie odbywa się na poziomie samej powierzchni, a nie 100 metrów nad ziemią w powietrzu. ;)
Gundam Iron-Blooded Orphans 2 -1Naprawdę chciałbym zobaczyć serię wyłącznie z naziemnymi Gundamami i innymi mobile suitami, które co najwyżej potrafią się wznieść 1 metr nad powierzchnię planety, zamiast kolejnej rozwałki w kosmosie, którą może zapewnić choćby Gundam Build Fighters. Niestety ending już swoim początkiem pozbawia złudzeń ;)