Mobile Suit Gundam: Iron-Blooded Orphans odcinki 5-6 – rzutem oka

Powiem tak: od zawsze byłem wielkim fanem anime Super Dimension Fortress Macross. Gdyby nie ta seria nie zostałbym sympatykiem mechów. Efektowne walki robotów zmieniających się w myśliwce, związana z nimi nowatorska technika animacji (Itano Circus), pop piosenki śpiewane w kosmosie, a także przedstawienie życia postaci poza kokpitem i obozem wojskowym. Jednym słowem idealna space opera o którym gatunku wikipedia pisze tak: „podgatunek fantastyki naukowej koncentrujący się wokół romantycznych przygód, podróży międzygwiezdnych i kosmicznych bitew, w którym głównymi wątkami są konflikt międzyplanetarny i osobiste przeżycia bohaterów”. Oglądany przeze mnie teraz Gundam Iron-Blooded Orphans ma wiele motywów z tego typu opowieści. Co prawda w przeciwieństwie do rzeczywistości Macrossa, gdzie koncept spotkania się na jednym statku cywili-żołnierzy przypomina Battlestar Galactica, nie można tutaj korzystać z takich dziedzin jak popkultura, ale twórcy znaleźli sposób, aby urozmaicić życie randomowych pracowników firmy Tekkadan na statku podróżującym w stronę Ziemi.

Mobile Suit Gundam Iron-Blooded Orphans 6

Widzowie dostają kolejną dawkę informacji, tym razem o bohaterach, którzy może nie odegrają dużej roli w tym serialu, ale jeśli scenarzyści będą okrutni i zaplanują im rolę mięsa armatniego, to będą jakieś podstawy do smutku. Sceny są wyważone, humorystyczne i nie próbują na siłę wywołać w odbiorcy uczucia żalu względem postaci. Jedynym wyrazicielem tego typu uczuć jest Kudelia, ale leży to w jej naturze. Podoba mi się konsekwentna, ale z odpowiednim tempem jej kreacja na zbawczyni mieszkańców Marsa – poprzez zwykłe zżycie się z załogą. Motyw „pracy u podstaw” idealnie łączy się z ideałami, jakich wyrazicielem jest dziewczyna  – poprawienia życia ludzi ubogich. Mamy gundamową początkującą „Siłaczkę”? ^^’

Gundam Iron-Blooded Orphans Minazuki

Odczuwam naprawdę satysfakcję z obserwacji relacji bohaterów, Mikazuki i Orga chociaż są na pierwszy rzut oka typowymi przyjaciółmi z shonena, to ich relacja ma nieco niezdrowe aspekty. Pierwszy ma pełne zaufanie do tego, co robi jego przyjaciel, srebrnowłosy z kolei, aby robi wszystko, aby te image utrzymać. Z trzeciej strony jednak pojawia się taka Kudelia, która pomału mąci w głowie Mikazukiego (ten prawie niezauważalny uśmieszek protagonisty po rozmowie :), pytając się chłopaka o tak oczywiste sprawy, jak powód niebrana udziału w podejmowaniu decyzji o kursie, jaki ma obrać statek. Bohater uważa, że jest od (, dla niego, nie)brudnej roboty, a autorytetem od kwestii taktyki jest Orga. Jego uległość wytłumaczono brakiem wiedzy (analfabetyzm) i informacji o szerszym funkcjonowaniu ludzkości poza Marsem, gdzie dla odmiany to on wiódł prym nad Kudelią (na polu) – podoba mi się takie uzupełnianie się postaci. Dziewczyna nie jest alfą i omegą, z kolei chłopak nie grzeszy brakiem rozumu. Co więcej i on ma jakieś oczekiwania od życia, marzenia poza prostodusznym, ale nieco irytującym i shonenowym sloganem: „Miejscem, gdzie należymy”, które już widz usłyszał kilka razy od początku serii. Miło, że nie jest to takie puste motto, a coś za tym się kryje.

Naprawdę ciekawi mnie, kiedy Orga po raz pierwszy zawali, jakie będą tego konsekwencje i czy nie odbije się to na relacji z jego długoletnim przyjacielem.

Gundam Barbatos

Skoro wspomniałem o Macrossie przy okazji 6. odcinka, to wymienię teraz Space Battleship Yamato, odnosząc się do 5. odcinka, a dokładnie akcji, jaką serwuje się w nim. Scena, w której bohaterowie wykorzystują asteroidę do wyjścia w trudnej sytuacji, a także późniejszy ostrzał w kadłuba na kadłub przypominają mi sceny z pewnego starego anime (i jego remake’u z dopiskiem „2199”). Naciągane, ale wywołujące wstydliwą radość, jakie duże dziecko powinno odczuwać przy oglądaniu serii dziejącej się w  przestrzeni kosmicznej ;) Myślałem, że po opuszczeniu planety zacznę narzekać na mecha głównego bohatera. Te obawy wywoływał u mnie fragment „artystycznego” endingu, gdzie Barbatos leci sobie z niesamowitą szybkością przez kosmos. Jak jednak okazało nie jest źle – robot nie jest kometę mknącą przez kosmos, a Mikazuki pokonuje przeciwników przez unikanie ich ciosów i walkę wręcz, co dobrze współgra z jego nanotechnicznymi zdolnościami oraz faktem, że mech nie jest wielką kupą żelaza. Chuderlawy design, które wywoływał dziwne odczucia w atmosferze (jakbym oglądał jakieś anime z pogranicza gatunku „super robot”), w przestrzeni kosmicznej budzi akceptacje. Osobiście zawsze miałem pewną podświadomą awersję do Gundamów, które mogą budzić podziw swoimi wymyślnymi elementami, ale jako ociężałe blaszanki wyglądają słabo przy mających coś z realizmu lekkich Valkyriach z Macrossa. Jedynie nie podobało mi się, jak ta cała walka rozpoczęła się – antagoniści bardzo łatwo dali się podejść promowi i Mikazukiemu. Brak zaufania w Hitler guy nie usprawiedliwia kwestii, z jaką Tekkadan uciekł spod wrogich dział skierowanych do nich z metra. No, ale najwyraźniej podwładni pewnego nieboszczyka nie grzeszyli rozumem ^^’

Również statki wyglądają trochę inaczej niż te z UC. Postawiono na design, w którym dzioby okrętów kosmicznych mają potężne rozmiary podczas, gdy rufa charakteryzuje się minimalizmem, a jego funkcjonalność zdaje się ograniczać do napędu i miejsca napraw. Ogólnie nigdy nie byłem fanem statków ze wcześniejszych Gundamów, więc nawet optymistycznie patrze na taki wygląd.

Mobile Suit Gundam Iron-Blooded Orphans statek

Znalazło się kilka chwil na techno-bełkot w 6. odcinku – pomyślano o takich głupotach, jak kwestia komunikacji kosmicznej, tym samym usprawiedliwiono problem braku nasłuchu przez wrogą jednostkę w eterze. Serial stara się unikać takich klisz jak potwór/robot/bitwa tygodnia, czy nadmiernej co odcinkowej „zabawy w kotka i myszkę” z oddziałami McGillisa Fareeda, a także nie udaje, że stateczek Tekkadan samotnie obroni się w drodze na Ziemię, tym samym fundując widzom w przyszłych epizodom kolejnych postaci o stosunku neutralnym ^^

Jeśli miałbym wymienić z kolei jakąś wadę tych odcinków, to jest nim McGillis Fareed, którego, pomimo dobrych odcinków 3-4, ponownie lansuje się na genialnego bishonena-dowódcę, odczuwające radość ze znalezienia nowych celów do upolowania. Jego śmiech pod koniec 5 odcinka był zbędny :/