Mobile Suit Gundam: Iron-Blooded Orphans odcinek 8 – rzutem oka

Proste rozwiązania są najlepsze, a twórcy tego anime wykorzystują je bez ogródek tłumacząc każdy absurd, który mógłby zniszczyć ogólny odbiór serii. Tydzień temu dostaliśmy cały okręt kosmiczny wypełniony niewiastami, a jedynym przedstawicielem załogi reprezentującym płeć brzydką okazał się teraz kapitan statku. Jeden samiec i multum samic w obrębie najbliższej przestrzeni kosmicznej? Ale jak to? Co łączy „Charliego” z jego „aniołkami”? Czy to jakaś normalna sytuacja, a może fabuła rodem z hentai? Czy poruszona zostanie ta kwestia, czy nie?

No cóż – autorzy odpowiadają bez najmniejszego stopnia wstydliwości, w oczywisty sposób, wprowadzając dodatkowo widza pewnymi szczegółami w dziwne WTF. Jak tak dalej pójdzie to ludzie tworzący Gundam Wiki będą mieli dużo pracy przy uzupełnianiu pola „Family” ;) Ja z kolei zaczynam inaczej patrzeć na pewien fragment czołówki serii. Potem pojawia się kolejna scena, w której pewna postać sugeruje jeszcze większe plony, wspominając na szczęście o „internatach” na planecie. Kolejne zmieszanie, ale przynajmniej sugerujące, że załoga trochę myśli o relacjach przyszłych pokoleń kierujących statkiem – to już byłoby naprawdę creepy ;)

Naze WolfA co tam masz w koszyczku?- zapytał wilk.

Takie konsternujące fakty dają jednak jakieś pole do rozwoju fabuły – co prawda sytuacja jest troszkę „inna”, ale paradoksalnie Naze może przez to zrozumieć Orgę, który przez szereg pytań odsłonił swoją dziecinną, idealistyczną naturę, którą można podsumować mottem: „United we stand, divided we fall”. Bohater rozumie swój subiektywny, egoistyczny stosunek, ale na szczęście spotkał na swojej drodze większego świra. Swoją drogą Naze jest tak podobny do Ricardo Felliniego z uniwersum Gundam Build Fighters (świat, w którym Gundamy to tylko 60-letnia marka fikcyjnych anime i modeli), że zastanawiam się, czy bohater tego drugiego nie mógłby zostać kanonicznym fanem pierwszego ;)

 

Gundam Iron Blooded Orphans Weirdo Club„Ja mam statek pełny dziewczyn… a ty?”

Wygląda na to, że odcinek spalił wszelkie mosty do szerszej relacji chłopców z Tekkadan i ich bohaterek z drugiego statku. Nici z głupawej komedii miłosnej o prawiczkach – część Otaku pewnie zapłacze, bo teraz nie będzie miało z kim się utożsamiać. Tak jak pewien bohater w tym odcinku ;) Mnie za to cieszy, że „poważny” Gundam pozostał w miarę „poważnym” Gundamem – skoro w przeszłości istniały haremy to dlaczego w przyszłości tak nie może być? Co innego, gdyby rzucano motywami z haremowanego anime. Poza tym zapowiedź przyszłego odcinka wskazuje, że ten też będzie miał jakiś pierwiastek romantyczności – i dotyczy to postaci, która dotychczas nie była w tym zakresie eksplorowana.

Lafter Frankland„Sorry otaku, już jestem kogoś waifu”

No i wreszcie Kudelia pewnie dowie się prawdy o brudnych interesach dotyczących jej osoby. Najwyższa pora, bo to drugi odcinek z rzędu, gdy rozwój charakteru panny z dobrego domu stoi w miejscu – nie ma nic ciekawego do powiedzenia widzowi (w myślach) czy swoim kompanom. To samo można byłoby powiedzieć o protagoniście serii – Mikazuki to bardzo prostolinijny chłopak, ale w przeciwieństwie do blondynki ma cały czas ważną rolę jako nieświadome sumienie Orgi. Pozostaje mieć nadzieję, że jeśli ten ostatni nie zmieni swojego nastawienia, to widzowie otrzymają zakończenie na miarę seriali ze świata Gundama autorstwa Yoshiyuki Tomino. Choć jestem pełny podziwu dla zgrabnie napisanej dotychczasowej historii to oczekuje wielkich konsekwencji za igranie z ogniem (a może powinienem napisać: za skakanie do ognia), jakie z każdym odcinkiem prezentuje szef Tekkadan w celu utrzymania swojej familii.