Boku Dake ga Inai Machi (ERASED) odcinek 1 – Rzutem Oka

Dzisiejszego dnia wyemitowano pierwszy epizod serii, którą już w okresie zapowiedzi ogłosiłem za prawdopodobne danie główne zimowego sezonu. No i dostałem delicje, jakie sobie wymarzyłem. Historia to połączenie elementów fantastycznych, nostalgicznych, obyczajowych, kryminalnych a w tych ostatnich kryje się wielka tajemnica, od której zależy los głównego bohatera i jego bliskich na dwóch płaszczyznach czasowych.

Początkowo, gdy zobaczyłem po raz pierwszy zdolność protagonisty zastanawiałem się, czy dobrze przetłumaczyłem swój opis serii. Sposób, w jaki bohater rozwiązywał sprawę przypominał bardziej siódmy zmysł niż podróże w czasie. Na szczęście potem okazało się, że miejscowa męska „dziewczyna skacząca przez czas” jednak skacze przez czas. Czy oznacza to, że Revival jest osobnym darem, a główny bohater dalej będzie go wykorzystywać w swoich misjach altruistycznych, tym razem większym wysiłkiem z powodu nowych ograniczonych możliwości fizycznych? To byłby dobry sposób na urozmaicenie fabuły.
ERASED - Boku Dake ga Inai Machi  (5)

Najlepsze, że biorąc pod uwagę główny sekret sama postać nie wie o odkryciach swojej matki, więc niejako musi zaczynać wszystko od początku, nie zdając sobie sprawy z motywacji czarnego charakteru. Ma ułatwienie w postaci charakterystycznej cechy sprawcy, ale musi je skojarzyć z przeszłymi zdarzeniami. Sama sprawa morderstw „powracających po latach” wydaje się ciekawa i zaczerpnięta jakby z jakiegoś rasowego kryminału. Jest aspekt zwyrodnienia, niesłusznie skazany i reakcja środowiska. Koncept za to pozwala na uniknięcie przesadzonej, płaczliwej dramy, a zamiast tego pokazuje nam, że choć czas leczy rany to pewne sytuacje mają wpływ na całe życie – tutaj w postaci troska matki o syna. Przyznam się, że gdy matula zmieniła się w rasowego detektywa na podstawie jednego kontaktu na ulicy to wydawało mi się to naciągane. Po dłuższym jednak zastanowieniu muszę stwierdzić, że ma to sens: traumatyczne przeżycia, które uderzyły w jej syna, musiały wzmóc w kobiecie baczniejsze zwracanie uwagi na podejrzanych ludzi i zdarzenia.

Ogólnie prawie wszystkie postacie przypadły mi do gustu. Satoru Fujinuma – główny bohater, mimo obaw związanych z jego wiekiem i zawodem (zazwyczaj wprowadzanych, aby podlizywać się otaku lub z powodu autobiograficznymi zachcianek autora), to normalny, dorosły, pracujący człowiek z większymi lub mniejszymi bolączkami życia. Żaden geniusz, a jednocześnie żadna ciapa (chociaż okruchowej życiowej sceny nad rzeką godną sfrustrowanego artysty mogli sobie darować). Jego matka – Sachiko Fujinuma – to troskliwa, czasami wtrącająca się mamuśka, z kolei koleżanka z pracy – Airi Katagiri – jest dziewczyną pełną energii z charakterkiem. Jedna z typowanych kandydatek do nietypowego trójkąta miłosnego, ale z naturalnym magnetyzmem wobec protagonisty. Najgorzej wypadł czarny charakter, który ma image stereotypowego, patrzącego ukradkiem bad guya w płaszczu. Rozumiem konwencje, ale wolałbym, aby protagonista nie miał z nim żadnego kontaktu niż na starcie pozbawiać go nawet pierwiastka enigmatyczności i zrównywać do stereotypów.
ERASED - Boku Dake ga Inai Machi  (2)

To, co mnie bardzo cieszy to czas akcji. Odpowiednie jej usytuowanie sprawiło, że fabuła dzieje się na płaszczyźnie dwóch totalnie różnych okresów np. z jednej strony: mamy czasy komórek, z drugiej epokę telefonów stacjonarnych. Mam nadzieję, że anime z tego trochę skorzysta, ofiarując obok głównej tematyki także elementy charakterystyczne dla danej epoki. Mamy tutaj dużą możliwość nawiązywania do wydarzeń historycznych, co już zrobił autor pierwowzoru na samym początku. Jak ktoś tęskni też po prostu za czasami dzieciństwa to ta seria może niejako być spełnieniem jego marzeń.

Odpowiednie jest też wykonanie artystyczne produkcji. Nie jest to ani dziecinnie nabazgrana tysiącami barw, przesadna jasna animacja rodem z dzisiejszego studia KyoAni, gdzie wszystkie postacie mają błyszczące oczy (oglądałem wczoraj pilot Musaigen no Phantom World i po 12 minutach byłem bliski epilepsji ;), ani poważna kreska a la Death Note czy Monster. Styl standardowy, neutralny, taka współczesna masówka, ale bez dziewczęcych twarzy nabitych pulchnym botoksem, czy epatowania wielkich cycków itd. Kolory i oświetlenie w poszczególnych scenach odpowiednio stonowane. Muzyczne podkłady wykonały również odpowiednio swoją rolę w budowaniu nastroju, ale raczej nie jest na tyle oryginalny materiał, aby chciało się go słuchać bez anime. Świetnie wypadła za to piosenka z napisów (od przyszłego tygodnia jako opening). Asian Kung-Fu Generation mimo lat nadal na topie – ich pop rockowe łupanie dobrze podgrzało atmosferę po finalnej scenie :)
ERASED - Boku Dake ga Inai Machi  (3)

Takie odcinki jak ten sprawiają, że odzyskuje wiarę w japońską animację jako czegoś kierowanego dla szerokiej widowni, a nie tylko mangozjebów. Wszystko w tej produkcji wydaje się dość dobrze wyważone i przemyślane tak, aby nie zniechęcać na starcie zwykłych ludzi. Jednocześnie trafia do tej dziwnej, geekowej społeczności (np. mangaka jako główny bohater, od drugiego odcinka loli jako przyjaciółka z dzieciństwa). W dodatku klimat na dworze upodobnił się w sam raz pod ten 3 miesięczny seans :)

Pierwszy odcinek Boku Dake ga Inai Machi (ERASED) można obejrzeć legalnie na serwisie Daisuki.net – wyższa jakość streamu po zarejestrowaniu i zalogowaniu na serwisie.