Oshiete! Galko-chan odcinek 1 – Rzutem Oka

Nie raz, nie dwa w swoim życiu określiłem jakieś anime gimbusowym. Zwykle chodziło o serie typowo skierowane do młodzieży, ale jednocześnie nie mające nic nowatorskiego do zaoferowania tak jak ciągnący cały poziom japońskiej animacji w dół koncept grupki licealistów posiadających specjalne zdolności. Sprowadza się to najczęściej do elementów fabularnych jak rumieniące się, wygłupiające uczennice, przeciętny do bólu narratorski na początku protagonista (czasami ze smutną przeszłością), dziecinni koledzy, fanserwis, a w późniejszych odcinkach poważne dramy. Latem mieliśmy Charlotte, w poprzednim sezonie Gakusen Toshi Asterisk czy Rakudai Kishi no Cavalry, a obecnie Musaigen no Phantom World. „Hossa” trwa i najwyraźniej jej koniec nie jest bliski. Drugą grupę gimbusowych serii stanowią dla mnie takie tytuły jak Gansta, które silą się na poważne, męskie, dorosło kino. Są prostytutki, mafia, niekryształowi, ale za to bardzo ekscentryczni bohaterowie. No i jakieś tam okruchy życia. Ogólnie ma być historia z drugim dnem, ale zwykle wychodzi zwykła produkcja dla chłopców.

I w tym momencie na scenę wchodzi takie Oshiete! Galko-chan, która nie zalicza się do obydwu grup, a która zasługuje się na to, aby nazwać ją naprawdę gimbusową. Nie chodzi o samo umieszczenie akcji (bo mamy chyba liceum), ale dlatego bo scenariusz tego anime wygląda tak jakby pisał ją jakiś gimbus nudzący się podczas lekcji religii, w przerwie przed rysowaniem kolejnego penisa na blacie ławki. Podczas tego seansu miałem wrażenie, jakbym wrócił do czasów mentalnych żartów z ławki szkolnej, przy czym niestety mój rozumu nie został odpowiednio cofnięty do poziomu takiego gówniarza. Nie ma za bardzo, co powiedzieć o historii prezentowanej w serii, bo anime trwa tylko 7 minut i nie ma tutaj jakiegoś ciągu przyczynowo-skutkowego. Omawiany w danej chwili wątek rozpoczyna plansza z pytaniem – i jakaż to fascynująca tematyka. W tym momencie trochę zaspoileruję, więc jak ktoś chce sam zapoznać z poziomem żartów tej produkcji, a przede wszystkim ich bezpośredniością to niech daruje sobie dalsze czytanie.
Oshiete Galko-chan (4)

Pierwszy odcinek omawia m.in. tak interesujący aspekt jak włosy w łonie i tyłku u dziewczyn. Co więcej stanowiska licealistek w tej produkcji przypominają mi listy nadsyłane do magazynu Bravo w latach 90 ^^’ Zresztą bohaterki to wspaniały przekrój patologii gimnazjalnej. Mamy Gyaruko-chan, czyli ładną, ale jednocześnie wagarująca i niezbyt rozgarniętą blondynkę, która potrafi wierzyć we wszystko co usłyszy. Gyaruko-chan to typ samotnego geeka – prawdopodobna miłośniczka masturbacji, trzymające tylko z labadziarą. No i Ojyo – jakby niepasująca, najprawdopodobniej przeprowadziła się z innej, lepszej dzielnicy i nie mając żadnych znajomości nie dołączyła do tej grupy klasowej, co trzeba ;)
Oshiete Galko-chan (2)

W sumie prosta, kolorowa animacja ze statycznym tłem pasuje do tego typu produkcji. Produkcja nie ma też w zasadzie openingu, bo niby jest taka sekwencja, ale muzyka to tylko BGM, na który nałożono narrację Gyaruko-chan.

Czy warto oglądać to anime? Jeśli jesteś 15-latkiem z buzującymi hormonami, spragniony głębokiej wiedzy o życiu od kolegów, to czemu nie. W innym wypadku możesz zapoznać z pierwszym odcinkiem jako ciekawostką – przypomnisz sobie, jak „dowcipne” teksty padały w tym wieku na lekcjach. Te, które padały na krótko przed: „i cała klasa w śmiech”.
Oshiete Galko-chan (3)