Mobile Suit Gundam: Iron-Blooded Orphans odcinek 14 – rzutem oka

Pierwszy odcinek w sezonie zimowym, po dwutygodniowej przerwie i od razu BOMBA, po której co najmniej przez kilka następnych epizodów będą oceniane straty. Wszystkie dotychczasowe wydarzenia – planowana od większego czasu prowokacja, budowanie atmosfery rodziny wśród postaci na statku, apolityczność załogi – mogą wywrócić się do góry nogami. Dotąd niezainteresowany polityką Tekadan znalazł się w środku krzyżowego ognia dwóch stron konfliktu i będą musieli opowiedzieć się bezwzględnie po któreś z nich, stając się czymś więcej niż tylko najemnikami wynajętymi przez pannę z dobrego domu. Symbolem – tak jak nadzieją dla Federacji i „White Devilem” dla przeciwników został mimo woli Amura Ray – bohater Gundam 0079. Nie wspominając już o statusie Uso Ewina zasiadającym w tytułowym mechu anime Victory Gundam.

Twórcy serii pokazali, że budowana przez tygodnie – momentami troszkę nużąco – więź bohaterów i intryga była dobrze przemyślana. Seria pokazuje jak wiarygodnie manipulować masami ludzkimi, aby osiągnąć polityczny cel. Podoba mi się, jak Kudelia okazała się marionetkę w rękach ludzi i jak ironicznie niewiele brakuje, aby spełniła swoją rolę w historii jako symbolu wyzwolicielki spod jarzma ziemskiego. Dobrze wypada też konflikt wewnętrzny Fumitan, która została postawiona między młotem, a kowadłem – osobistymi uczuciami do swojej podopiecznej i niewytłumaczonymi bliżej konotacjami z „antagonistami”. Jej relacja z główną bohaterką wyszła w tym odcinku naprawdę bardzo zabawnie i najlepiej w całej dotychczasowej historii, przedstawiając ją jako kogoś, kto znaczy więcej dla Kudeli niż tylko byciem zwykłą służącą, co jest zresztą naturalne, biorąc pod uwagę inteligencję Fumitan i prawdziwej matki, która sprawiała w swoich scenach umysłową amebę. Komediowy aspekt wątku uczuciowego skojarzył mi się z serią After War Gundam X z tym, że to Mikazuki gra tutaj cichą pannę ;)
Mobile Suit Gundam Iron-Blooded Orphans (3)

Mimo zupełnie nowej sytuacji, która nie polega już tylko na zwykłych bawieniu się w kotka i myszkę, między Tekkadan i innymi okrętami kosmicznymi, scenarzystka postanowiła walić dalej wątkami osobistymi, poszerzając konotacje rodzinnie Biscuita. Ironiczny zbieg okoliczności i to po raz drugi? No cóż nie takie rzeczy zdarzały się za Tomino (Sayla Masz z Gundam 0079, która akurat miała szczęście stać się członkiem załogi White Base podczas, gdy ich największym antagonistą był Char Aznable). Wytłumaczenie w stylu, że nie tylko Marsjanie są ofiarą neokolonializmu Ziemi musi zadowolić widzów. Czyżby kolejna czarna rodzinna owca w historii Gundama? Chyba raczej w cudzysłowie, bo bohaterowie Tekkadan, przy całym szacunku do bycia przez nich ofiarami rasizmu, też nie kierują się światłymi ideałami, a zwykłą ceną pieniądza. Czy mają prawo narzekać na to, że ktoś im przeszkadza robić interesy?

Jedyne, co nie podobało się mi się w tym odcinku, to czołówka. Klimatyczny, charakterystyczny, łatwo wpadający w ucha pop rock – utwór „Raise your Flag” – został zastąpiony przez typową, robioną na jeden gwizdek łupaninę, która nie różni się od tysiąca innych piosenek z openingów shonenów. Ogólnie nie jest tak znowu zły, ale w porównaniu z poprzednim różnica jest odczuwalna. Na tyle, że musiałem sobie ten nowy utwór przypomnieć przed napisaniem tego akapitu, bo wyleciał mi kompletnie z głowy zaraz po pierwszym usłyszeniu. Nie pomaga za bardzo też animacja czołówki, która z jednej strona ma dobry początek, scenę z mechami, a z drugiej przesadza z kilku-sekundowymi przedstawianiami bohaterów. Z kolei ending zaczyna się wizualnie od przedstawienia dwóch protagonistów ukazanych w dziecinnej, groteskowo narysowanej formie, a potem na życiu codziennym załogi Tekkadan.   O ile statyczne obrazy w nim są ciekawsze niż w poprzedniej tyłówce, to piosenka również prezentuje się gorzej niż wcześniej – brzmi jak typowy piszczący utwór z Naruto ^^’
Mobile Suit Gundam Iron-Blooded Orphans (2)

Zauważyłem, że w czołówce oraz zapowiedzi następnego odcinka pojawia się gość w masce – przypuszczalny tutejszy Char Aznable. W tym momencie zaczynam się modlić, żeby nie był to przypadkiem McGillis Fareed, bo spędzanie czasu ze swoją loli narzeczoną już wywołuje dziwną reakcję, a co dopiero ubieranie kretyńsko wyglądającej maski. Wygląda to źle, wiele gorzej niż jakiekolwiek przebranie jego poprzedników, nawet przy bijącej bezsensownością stylu Kapitana Maski z Gundam Reconguista in G. Gdyby Gundam Iron-Blooded Orphans był od początku kiczowaty, to nie zwracałbym na to takiej uwagi, ale dotychczas dostawałem normalnego blondyna, a nie pajaca. Czy trzeba naprawdę w tak słaby sposób nawiązywać do klasycznych elementów Gundama? Czy nie mogłaby być zwykła kominiarka?

Czyżby w najnowszej serii Gundam wojna w końcu nastała? Czy Kudelia będzie miała dalej powód, aby lecieć na Ziemie, skoro może stać się persona non grata po tym, jak prawdopodobnie rozejdą się pogłoski o jej staniu na czele buntu? Trzeba przyznać, że twórcy incydentu znaleźli świetny sposób na pozostaniu w cieniu. No i nadarzyła świetna okazja dla twórców na zabawę w „okrutność wojny”, co tłumaczyłoby, dlaczego tak oszczędzano w sumie postacie. Ciekawe, czy zachowają dotychczasowy w sumie dość spokojny shonenowy klimat, czy zaserwują w końcu nieco sadyzmu wobec ważniejszych załogantów Tekkadan. Pierwsza okazja już za 6 dni.
Mobile Suit Gundam Iron-Blooded Orphans (1)