Shoujo-tachi wa Kouya wo Mezasu odcinki 1-3 – Rzutem Oka

Protagonista, kilka dziewcząt wokół niego oraz jego kolega, czyli „diversity” w świecie harem anime. Seria, która na pierwszy rzut oka powinna mnie zniechęcić do siebie, tymczasem umiarkowanie, ale mimo wszystko przyjemne mi się ją ogląda. A wszystko z powodu medium z jakiego się wywodzi – komediowo-romantycznego, szkolnego visual novel, gdzie ważny jest fakt „przygody” – robienia czegoś wspólnego przez bohaterów na wesoło, a nie tylko przedstawianie wdzięków bohaterek. Dodatkowo projekt postaci przypomina trochę design z gry Deardrops – dzięki temu pomimo swoich rumieńców i czasami dziwnego zachowania odbieram licealistki z tego anime jako licealistki, a nie dzieci z podstawówki (jak to np. jest Charlotte, ale to akurat najmniejszy problem tamtego anime). Ponadto animatorzy też nie przesadzają z przejaskrawionym pełnym barw światem jak to czyni nielubiane przeze mnie KyoAni. Pod względem wykonania jest to po prostu produkcja niewyróżniająca się rysunkiem, ale też bez fuszerki. Tak zresztą można określić 90% jakikolwiek elementów tego anime – i paradoksalnie mnie to cieszy, bo mimo powtarzających się motywów z innych serii, wybrano akurat, które mnie najmniej denerwują.
Shoujo-tachi wa Kouya wo Mezasu (3)

Aczkolwiek nie ukrywam pierwsze chwile były ciężkie. Po kilku minutach obcowania z pierwszym odcinkiem miałem ochotę porzucić ten tytuł. „Protagonista jest zdolny i pracowity, ale nie ma planów na dorosłe życie? Jakie to ciekawe…”. Potem pojawiła się dziwna protagonistka, która utrzymała mnie do końca epizodu. Na tym etapie mógłbym określić tytuł jako historię, którą oglądałbym dla jednej postaci, ale w ten sposób dowiedziałem, że seria tak naprawdę dotyczy czegoś innego, a nie jest ciepłymi okruchami życia o aktorstwie dla nastolatków – opowieść z tych, która będzie nas pouczać co chwilę. Na tym etapie, po 3. odcinka to po prostu komedia romantyczna z lekkim podejściem do tematu związanego z popkulturą otaku. Tematyka była już wielokrotnie wałkowana w innych seriach (kilka dni temu zapowiedziano drugi sezon pewnego anime ;), ale patrząc na poziom sezonu, lepszy taki rydz niż np. kolejne anime opowiadające o licealistach z super mocami ^^’ Bo Shoujo-tachi wa Kouya wo Mezasu dzieje się w normalnym świecie…

Bohaterowie nie są szczytem oryginalności, ale pasują do romantycznego visual novel. Mimo, że główny bohater należy do tych mądrzejszych modeli protagonistów, to jego charakter jest wyważony jako alter ego gracza (w tym wypadku widza). Ma normalny głos, nie zachowuje się głupio, ale też nie wydaje się poważnym bishonenem czy chłopakiem ze skomplikowaną przeszłością. Jednym słowem idealny model do interakcji z bohaterkami anime, których przeznaczeniem jest się w nim zakochać ;)
Shoujo-tachi wa Kouya wo Mezasu (5)

Tak samo wybrano osobowości dziewczyn. Każda dziewczyna ma inny styl bycia, ale trzymają się ogólnych ram najczęstszych archetypów specyficznych dla materiału źródłowego z którego seria jest adaptowana. Otaku szukający swojej nowej waifu wśród nieco mniej puszystych na twarzy bohaterek na pewno będą zadowoleni taką selekcją. Sayuki Kuroda to typ, który sprawia wrażenie zamkniętej we własnym świecie zimnej księżniczki, ale tak naprawdę ma ciepłe policzki ;). Bezpośrednia, gdy mówi o swoich zainteresowaniu, który zresztą traktuje jako sens swojego życia – mimo spokoju jest motorem nakręcającym całą fabułę serii. Po drugiej stronie jest Yuuka Kobayakawa – pełna energii, otwarta, rozgadana dziewczyna z rozczochranymi włosami. Nie mogło zabraknąć oczywiście strachliwej dziewczynki. Uguisu Yuuki to słodka, bojaźliwa, ale też posiadająca swój skryty talent kouhai. Duże piersi z kolei są zarezerwowane dla Teruha Andou – pięknej wersji klasycznej okularnicy otaku – która z jednej strony jest fujoshi – fanką komiksów yaoi, z drugiej strony ma pracę jako kafejkowa pokojówka, dzięki czemu widzowie czasem zobaczą ją z odpowiednio wyeksponowanym dekoltem ;).
Shoujo-tachi wa Kouya wo Mezasu (6)

No i nie mogło także zabraknąć w tym gronie jakiegoś samca gorszego sortu. Atomu Kai będzie prawdopodobnie służyć za przyzwoitką w grupie, gdzie „gryfne dziołchy przają” do jednego „chopa”. Aby nieco ubarwić jego postać zdecydowano się na prosty zabieg – czasami wpada w amok sfrustrowanego swoim życiem nastoletniego singla, na którego nie lecą „frele”.

Całe anime oparte jest o interakcje tej małej 6-osobowej grupy. Są szalone momenty – jak polowanie na nową członkinię. Jest niechęć między dwójką niewiast w zespole, pobyt w gorących źródłach z roznegliżowanymi do pewnego stopnia bohaterkami i bohaterami (tym razem bez motywu podglądania, a zwykłą pogawędką), dochodzenia do dziwnych wniosków podczas burzy mózgów podczas projektu. A wszystko w typowej dla visual novel, niepośpiesznej szybkości narracji (choć domyślam się, że wycięli z gry kilka wątków podczas „obozu treningowego”).
Shoujo-tachi wa Kouya wo Mezasu (2)

W sumie nie wiem, czy narzekam na tą serię, czy ją wychwalam, bo na dobrą sprawę nie oglądało mi się źle drugiego i trzeciego odcinka – nawet zdarzyło mi się prychnąć kilka razy śmiechem. Anime nie grzeszy oryginalnością, ale po słabej jesieni i niezbyt zachęcającej, nie licząc 2-3 tytułów, zimie fajnie obejrzeć takie sobie zwyczajne anime. Poza tym, jak mówiłem wcześniej, czuję tutaj uczucie przygodowo-komediowego visual novel bez niepotrzebnej dramy i pośpiesznej narracji (aczkolwiek jak to często bywa w wersji animowanej pewnie pominęli kilka scen z gry). Fani medium, którzy czytają nie tylko „ambitne” Fate’y czy Steins;Gate, ale też szkolne date simy, ale z wyraźnym ukazanym głównym wątkiem, powinny być zadowoleni.

W sumie nawet opening wygląda tak jakby było to intro visual novel ^^’