Hai to Gensou no Grimgar odcinki 1-3 – Rzutem Oka

Po S(s)AO, Log Horizon czy Overlordzie czas na kolejne anime, którego akcja dzieje się (prawdopodobnie) w grze. Mimo, że od Sword Art Online zapanowała moda na tego typu produkcje, to nie można powiedzieć, aby kolejne z nich były jakoś szczególnie wtórne względem poprzednich. Każda z nich prezentuje nieco inne podejście do tematu. SAO (za którym nie przepadam) opowiada o ludziach, którzy próbują wydostać się wirtualnej, normalnej gry RPG. Log Horizon jest o cRPG, które nagle na skutek pewnego zdarzenia stała się prawdziwym światem dla przebywającym w niej graczy (NPC zyskali wolną wolę). Z kolei Overlordzie główny protagonista utknął w grze jako villain. Na tym tle Grimgar prezentuje się także interesująco koncepcyjnie, aczkolwiek historia zalicza lekki fallstart.

Anime opowiada o ludziach, którzy budzą się któregoś dnia w obcym świecie, po czym zostają zwerbowani do zadań typowych dla graczy RPG – do zabijania potworów. Fajne nawiązanie do niektórych tytułów, gdzie avatar gracza zaczyna jako dorosła tabula rasa – należy się mały plusik dla serii. Co więcej tak naprawdę nie jest potwierdzone, czy protagoniści trafili do tej rzeczywistości z naszego świata. Czy mamy do czynienia z prawdziwym światem fantasy, czy może wirtualną rzeczywistością. Można się tego domyśleć jedynie przez wymsknięcie czasami słów, których znaczeń protagonista nie rozumie, a zostały zakorzeni głęboko w jego podświadomości. Sama idee więc wydaje się więc całkiem w porządku. Jeszcze lepszym pomysłem jest ukazanie samych bohaterów, którzy w przeciwieństwie do protagonistów wcześniej wymienionych serii są dla odmiany… totalnymi lamerami. Poziom i sposób walki, które prezentują na początku serii, i to z najłatwiejszymi potworami, to po prostu rozpacz. Nie potrafią ze sobą współpracować, jeden z nich zachowuje się podczas bitwy jak 8-letnie dziecko z ADHD i często są większym zagrożeniem dla siebie samych niż swoich przeciwników.
Hai to Gensou no Grimgar (1)

Jak mówiłem jednak pierwszy odcinek przedstawia wiele do życzenia. Chodzi mi głównie o retrospekcje, w której bohaterowie zachowują się niewiarygodnie, jak na grupkę, która została porwana (nie licząc Shiboru, ale ona jest zawsze bojaźliwa). Mam przede wszystkim zastrzeżenie do wojaka, który pyskuje swojego nowemu „pracodawcy”. Gówniażerstwo godne shonena, a przecież chodzi chyba o najbardziej dorosłą postać w grupce. Podczas tych scen pozostali bohaterowie nie mają wiele do powiedzenia poza gościem, który nie widzi nic strasznego w dwóch żołnierzach w zbroi. Wytłumaczeniem mógłby być fakt, że są to wyselekcjonowani ludzie, którzy pasowali psychiczne lub fizycznie do schyłki do nowego świata, no ale co wtedy robiłaby między nimi Shiboru i dlaczego część z porwanych to lamerzy? ;)

Drugą wkurzającą sceną w pilocie jest rozmowa o kobiecych piersiach – świetna reklama dla serii na start ;) Fakt, że w późniejszych odcinek elementy zboczonego humoru też są obecne, ale wykorzystuje się je do ukazania trudnej sytuacji bohaterów. W tym elemencie można pochwalić serię – jak powiedziałem wcześniej postacie nie należą do elity wojowników. Stąd też muszą codziennie zmagać z szarą rzeczywistością i ciężko walczyć, aby upolować swoje łowy. Podoba mi się, jak odmiennie wobec innych serii przedstawiono ofiary – gobliny tutaj to normalne, niewinne istoty, które czują, a przede wszystkim mają swój świat i nikomu nie zawadzają. Jest aspekt moralny tak często nieobecny w materiałach źródłowych tytułu – gry, gdzie protagonista na początku jest wysyłany do lasu/lochów, aby trenował i wywindował swój poziom na biednych stworzeniach, które go nie zaczepiają. Seria zapewniła emocje, którymi twórcy gier zazwyczaj nie przejmują się, dając swoim klientom szansę stania się legendarnym herosem… po masowy, krwawym mordzie. Historia „Grimgar” motywuje działania bohaterów, ale ich nie rozgrzesza.
Hai to Gensou no Grimgar (4)

Sami protagoniści nie reprezentują swoim charakterem nic szczególnego. Haruhiro to typowy neutralny nastolatek – ani nie jest zbyt mądry, ani zbyt głupi. Kretynizm jest zarezerwowany dla Ranty, za to mądrość i pracowitość dla Manato. Yume to typowa pyszałkowata dziewczyna z małymi piersiami. Na przeciwnym biegunie za to mamy bojaźliwą, delikatną o swoje wielkie gabaryty Shiboru. Dopełnienie jest Mogzo, którego odznacza się tym, że jest… pogodny i gruby. Tak jak dopasowano konkretne archetypy znane z innych anime do konkretnych postaci, tak w zasadzie zrobiono również z klasami RPG, które idealnie obrazują osobowości bohaterów pomimo, że nieustannie lamią w swoim fachu. Wbrew pozorom jednak przez te ich „przeciętne” charaktery, ich zwyczajność, bardzo przyjemnie ogląda się te ich codzienne zmagania – o to, aby mieć co włożyć do garnka. Fabuła idzie bardzo pomału, a co najważniejsze dotyczy zwyczajnych spraw (z perspektywy normalnego świata byłoby to o ironio tracenie czasu na power-upowanie swojej postaci w RPG) i jest to naprawdę miła odmiana dla wielkich epickich bitew z SAO, Log Horizon itd. Bohaterowie nie są tutaj pępkiem świata.
Hai to Gensou no Grimgar (9)Fanserwisu może tutaj niewiele, ale twórcy znaleźli sobie obiekt, który 1-2 razy na odcinek zaprezentują pod odpowiednim kontem. Ważne, że fanom się podoba – pierwszy obrazek, który znalazłem po wpisaniu tytułu serii do google’a ^^’

Jeśli miałbym gdzieś usadowić serie pomiędzy wymienionymi wcześniej seriami, to na tą chwilę Hai to Gensou no Grimgar wydaje mi się o wiele ciekawsze niż Sword Art Online, który skończył się jako typowy, miłosny, młodzieżowy serial z nudnymi protagonistami. Za to nie ma na razie tej głębi świata jak w Log Horizon (gry żyjącej własnym życiem). Ogólnie powiedziałbym, że seria jest mniej więcej na tym samym etapie, co Overlord z tym, że jej zalety leżą zupełnie gdzie indziej (u Władcy Ciemności są nimi adaptacja mechanika gry).

Hai to Gensou no Grimgar (5)

Co więcej seria animacyjnie prezentuje naprawdę bardzo dobrze – nie ma spadków jakości i czuć tutaj klimat RPG fantasy o wiele bardziej niż w produkcjach konkurentów. Widząc projekty postaci, tła, kolorystykę przychodzi intro jakieś gry. Na dobrą sprawę najmniej w tym klimacie jest opening serii, ale statyczny ending z odpowiednią muzyką oddaje sielskość historii z nawiązką.

Tak, więc pomimo dość poszatkowanego początku (nie wspomniałem wcale o kwestii uczenia się fachu czy dużego przeskoku fabularnego między retrospekcją, a obecnymi wydarzeniami) seria ma ewidentnie plusy. Oby tylko nie zabrakło pomysłów na kolejne.

Hai to Gensou no Grimgar (7)