Boku Dake ga Inai Machi (ERASED) odcinek 4 – Rzutem Oka [SPOILERY]

Fascynacja i oczarowanie tytułem przez fandom anime trwa. Erased obecnie walczy o pierwszą 10-tkę najlepszych anime na MAL-u (ocena: ponad 9) i chociaż serwis ten nie jest wyznacznikiem jakości (Charlotte miał podczas swojej emisji ocenę powyżej 8 ^^’) to miło widzieć, że tytuł, który wielbi się coraz bardziej i bardziej z tygodnia na tydzień, jest doceniany przez ogromną grupę ludzi. Przed emisją 4. odcinka seria miała 15 miejsce, teraz po 5. dniach po emisji jest na 11. lokacji. Fame zasłużony, bo dla mnie był to najlepszy odcinek z wszystkich dotychczasowych. Przede wszystkim powinno się pochwalić autorów za umiejętne podtrzymywanie ciekawości widza. Dlatego właśnie dzisiejszy wpis ma znacznik spoilery, bo trudno opisać jego piękno bez przedstawienia ogólnego przebiegu fabularnego epizodu i jak dobrze bawią się twórcy anime z widzem i jego emocjami.

Wszystkie dotychczasowe odcinki Boku Dake ga Inai Machi (ERASED) można obejrzeć legalnie na serwisie Daisuki.net – wyższa jakość streamu po zarejestrowaniu i zalogowaniu na serwisie.

Boku dake ga Inai Machi 4 (5)

Zacznijmy od tego, że patrząc na długość serii od poprzedniego odcinka wiedzieliśmy, że w tym epizodzie protagoniście nie uda się zapobiec pewnym wydarzeniom, a przynajmniej nie w takim zakresie, aby był już happy end (w końcu 8 odcinków do końca). Każdy był przekonany, że dostaniemy tutaj zwrot akcji i może nawet drastyczną scenę z trupem. Odbiorca, więc usiadł do seansu i czekał jak głupi z wybity paznokciami w kolonach na chwilę, w której coś nie pójdzie tak. Podczas historii pojawia się kilka sugerowań w tą stronę, jak na przykład scena z przewijaniem w muzeum, pokazywanie twarzy osób, które mogą być za to wszystko odpowiedzialni. Wisienką jednak na torcie była scena z wylewającą się wodą – animatorów trzyma się wisielczy humor :D Ogólnie jednak dostajemy sielankę nie zburzoną niczym – scenarzyści niejako nas oszukali – dając jednak tym razem bardziej pasujący do końcówki cliffhanger niż poprzedni, przy którym czuć było, że był wrzucony na chama. Głód wiedzy zwielokrotniony ^^’
Boku dake ga Inai Machi 4 (4)

Epizod mimo wydawałoby się przeciągania wcale nie jest jakimś rodzaju fillerem. Prezentowana jest masa nowych informacji o drugoplanowych postaciach. Oczywiście są to wszystko puzzle, a nie cała układanka składająca się na ich charaktery. Między innym za pomocą prostej rozmowy poddana w wątpliwość została geneza szkolnego incydentu z poprzedniego odcinka (oczywiście jest jeden uczeń, który jest na tyle mądry, aby to tak zorganizować i przelać winę na inną osobę ;). Poruszono wątek fantastyczny – bohater najwyraźniej swoimi zmianami w czasie nadpisuje swoje własne wspomnienia. Do tego dowiedzieliśmy, że morderstwo (jeśli miało miejsce – równie dobrze Kayo mogła zostać wzięta przez opiekę społeczną i dlatego nie było jej w szkole) nie było raczej w afekcie, tylko zaplanowane. Oczywiście wykluczam argumentacje w stylu nadnaturalnego „niektórych rzeczy nie da się zapobiec”. Podoba mi się też, że seria nie traktuje odbiorcy jako idioty i nie ma np. gadatliwej ekspozycji na temat tego, co Kayo chciała dać Satoru (bo jest to jasne, a jak nie… to zawsze można uważniej obejrzeć anime jeszcze raz).
Boku dake ga Inai Machi 4 (3)

O ile w poprzednim odcinku miałem pewne uwagi do matki Kayo to w obecnym potrafię docenić jej osobowość. Wydaje mi się, że kobieta najprawdopodobniej nie miała najlepszych związków z mężczyznami, stąd ta jej „troskliwa” reakcja na wieść, że jej córka, mimo młodości, chce się szlajać się z jakimś chłopcem. Wskazuje na to też fakt jej szlachetnego określenia podejścia Satoru. Ciekawe, co oznacza jej grobowa twarz w późniejszych odcinkach? Smuteczek, że Kayo spędza czas ze swoim przyjacielem, a „nadopiekuńczą” matką? ;)

Miłośnicy mocnych wzruszających scen z pewnością nie będą też zawiedzeni, bo dostają jeszcze więcej niż w poprzednim odcinku. Tym razem jednak jest to bardziej przyziemnie, a nie tak disneyowskie: żadnych polan i zwierząt przebiegających po nich. Wybałuszanie ocząt z powodu „feelsów” co jakiś przerwie żart z niemogącym zamknąć jadaczki protagonistom, który wyrasta na dziecięcego podrywacza. Humor troszkę powtarzalny, ale ze względu na coraz bardziej wylewne wypowiedzi Satoru nadal są zabawne.
Boku dake ga Inai Machi 4 (2)

W sumie główny bohater tak bardzo nakręcił się na bronienie Kayo, że zupełnie już zapomniał o tym, kogo oryginalnie miał ochronić. Ciekawe, czy gdyby teraz jej się coś stało to protagonista nadal walczyłby o dusze pozostałych ofiar. W końcu nawet, jeśli ktoś umarł to winowajca jest dalej na wolności, gotowy zabić kolejne dzieci, a na może nawet i po raz kolejny jego matkę. Aczkolwiek wydaje mi się, że historia mogłaby pójść w zupełnie inną stronę – tak jak mówiłem bohaterka mogła nie zginąć w tym odcinku tylko zostać zabrana do innej rodziny/sierocińca, a Satoru wróci do przyszłości i być może będzie musiał się zmierzyć z konsekwencjami np. pozostawienia koleżanki i kolejnych zgonów… albo tak sobie bełkocze bez ładu i składu ;)

W każdym razie obejrzałem dotychczas cztery odcinki tego anime i mam wrażeniem, jakbym zapoznał się z ośmioma. Historia wciąga i wciąga: raz jest ujmująca, gdy Satoru motywuje Kayo, innym razem nostalgiczna, czasem zabawna…. można tak wymieniać i wymieniać. Jednocześnie podczas tych wszystkich chwil ma się wrażenie, że za rogiem w śniegu czai się mrok. Już kompletnie zapomniałem, jak pierwszy odcinek był tokijski: kolorowy i „współczesny”, tylko kompletnie zanurzyłem się w klimatach japońskiej mieściny lat 80, gdzie nikt nie słyszał o telefonach komórkowych, a bicie dzieci jest bardziej tabu.