Mobile Suit Gundam Thunderbolt odcinek 2 – Rzutem Oka

Gęsia skórka na plecach – to efekt zakończonego przeze mnie przed chwilą seansu. To niesamowite, jaki efekt może wywołać u widza 15 minut animacji, gdy wezmą się za nią  odpowiedni ludzie. Animacją zajmuje się Sunrise Studio 1, czyli miejsce, od jakiego historia całego studia (studiów), specjalizującego się w mechach, zaczęła się. Tutaj także swoją genezę miał Gundam. Można powiedzieć, teraz po 36-37 latach, że uczniowie przerośli mistrza, przemieniając Wojnę Jednoroczną z pierwszego serialu w dzieło sztuki.Jeszcze nigdy Gundam nie zbliżył się tak bardzo do realistycznego przedstawiania wojny, gdzie idee zaślepiają zdrowy rozsądek, humanizm zostaje zastąpiony przez zwyrodnienie, nawet wobec własnych kompanów. Może to być historia z wielkimi robotami, będąca efektem czyjeś marzycielskiej wyobraźni, ale mimo to ma się wrażenie, jakby obserwowało się prawdziwy konflikt zbrojny, a nie tylko produkcję, która ma swoimi bitwami ze strzelającymi święcącymi laserami przynieść lekką rozrywkę z tanią dramą.
Gundam Thunderbolt (4)

Genialne jest samo przedstawiane tragedii postaci – tych dziejących się w przeszłości, jak też obecnie. Daryl Lorenz mimo dwóch odcinków jest barwniejszą postacią od wielu protagonistów, z jakimi zapoznałem się w innych anime. A jest to o tyle fascynujące, że nie jest on zbyt wygadaną osobą, format epizodów krótki, a jego przeszłość znam tylko w strzępach. Przez obraz i muzykę śpiewaną w języku angielskim w ciągu kilku minut widz poznaje jego marzenia, pobudki dla których dołączył do projektu dla niepełnosprawnych wojskowych, a także pojmuje ból psychiczny, jaki nie jeden weteran wojenny zaznał w swoim życiu. Zaskakujące, że swoje ukojenie i zaspokojenie pragnień może znaleźć jedynie w pobliżu wojny, która daje mu, o ironio, możliwości, jakie wcześniej zabrała. Siedzenie w Zaku jest dla niego dawno utraconą wolnością nawet, jeśli doświadcza w nim kolejnych przykrych wydarzeń. Ckliwość, jaką wtedy doświadcza, wywołuje poczucie, jakby tylko to mu pozostało.

Na jego tle protagonista ze strony Federacji Ziemskiej – Io Fleming – wypada na razie nieco gorzej, bo wyjściem do przedstawienia historii postaci, jego niechęci do wroga, jest standardowo członek rodziny. Aczkolwiek i tutaj krzywda nie wyszła bezpośrednio od wroga, a od samego pokrzywdzonego w reakcji na atak antagonisty. Ciemna strona honoru, jak też szeroko pojętej ideologii – wartości niematerialnych świetnie zagrały w tym odcinku. Ze strony Ziemi widzimy ojca Io Fleminga, ze strony Zeonu poświęcenie zdrowia zwykłych żołnierzy w imię wyższych celów, które jak wiemy z innych serii tego uniwersum, nigdy tak naprawdę nie zostaną osiągnięte, a polegnie dla nich lub stanie się ich ofiarą wiele ludzi. Gundam Thunderbolt to pełnokrwista część Universal Century z naciskiem na pełnokrwista, bo jest tu los zwykłych żołnierzy, którzy już nie są zbuntowanymi 15-latkami z mocami Newtype’e, tylko mięsem armatnim wysyłanym na śmierć w barwnych mrokach kosmosu. Nie ma tutaj miejsc na cuda, a każde kolejne starcie ma konsekwencje.
Gundam Thunderbolt (2)

W ramach systemu ofiarami jest nie tylko te mięso, ale też inteligentniejsza część społeczeństwa królestwa Syjonu – bo choć żołnierz walczy, to rynsztunek jest dziełem kogoś innego. Czasem ich twórcy robią to z własnej woli, innym razem są przymuszani – choćby przez fakt urodzenia się w takiej kolonii jak Zeon. Gdy ideologia funkcjonująca w tym państwie osiągnie poziom fanatyzmu istnieje groźba demoralizacji jak eksperymentowanie na własnych ludziach. Za próbę odrzucenia tej odgórnej deprawacji grozi się oskarżeniem o zdradę i odwetem na bliskich.

Takie przedstawienie wojennego klimatu daje nadzieję, że nie powtórzy się sytuacja z Gundam Unicorn, gdzie konflikt skończył się z cukierkowatym zakończeniem nie pasującym do reszty świata Universal Century. Obecna produkcja Sunrise odziedziczyła po serii wydawanej w latach 2010-2014 częściowo zespół animatorów, ale tym razem ma do przedstawienia lepszy materiał źródłowy, który zamiast być opowieścią „fanfickową” dla fanów klasycznych Gundamów, bierze ich założenia w obecne czasy, nie będąc jednocześnie ograniczona cenzurą telewizyjną. Aby nowe anime pełni docenić nie trzeba nawet znać pierwszej serii z 1979 roku (przed Unicornem wypadałoby obejrzeć 3 pierwsze seriale i film kinowy), Jest to odmiana dla Gundam 0080, gdzie ten sam konflikt odbywał z perspektywy lepszej części kosmosu.
Gundam Thunderbolt (3)

Sceny bitew ze względu na czas emisji serii są dość krótkie, ale myślę, że potyczka obydwu protagonistów w tym odcinku powinna zadowolić odbiorców spragnionych walk Mobile Suitów. Walka krwawa, ale z klasycznym spopieleniami, z pewnym prostym elementem taktycznym jednej ze stron (fajnie, że rozterki Daryla, nawet jeśli były, nie odwodziły go od dalszego strzelania). Zabawne, że cała późniejsza drama to efekt pechu związanego z charakterystyką pola walki. Animacja to prostu coś pięknego – z jednej strony mechy i kosmos wyglądają kolorowo i skomplikowanie jak w Unicornie, z drugiej modele lekko sprawiają wrażenie płaskich, rysowanych – jak w Gundam Reconguista in G (promienie strzelające światłem są w tęczowych barwach miecza laserowego G-Selfa ^^’).

Muzyka? W ciągu 15 minut widz otrzymuje parę piosenek, czasem dłużej grających, czasem tylko przez chwilę, a także jeden wcześniej poznany podkład jazzowy. Już na starcie odcinek wita widzów utworem z country’owym wokalem śpiewanym po angielsku, gdy w tle rozgrywa się jadka, wybuchają mechy i kolonie. Również potem w romantycznej nucie przedstawiana jest przeszłość głównego bohatera. A wszystkie za pomocą melodyjności, będącej wynikiem, strun gitarowych. W późniejszym momentach epizodu zastępuje je jazz z saksofonem, a w finałowym akcie – muzyka klasyczna z operowym śpiewaniem. Można powiedzieć, że soundtrack zmienia się tutaj wraz z rozwojem fabuły: nostalgiczna, radosna przeszłość ze smutnym finałem – gitara, obecne zmagania wojenne – jazz, sen o dobrych czasach – jazz z wokalem, przemiana bohatera – podniosła opera. Kolejny dowód na to, że ludzie odpowiedzialny za produkcję wiedzieli od początku do końca, jaki efekt ktoś wywołać.
Gundam Thunderbolt (5)

Drugi odcinek Gundam Thunderbolt to pierwszy, od bardzo dawna, odcinek anime, w którym nie mam do czego się przyczepić. Nie ma tutaj ani jednego momentu, w którym coś nie miało sensu: historia jest dojrzała, problemy bohaterów przedstawione w ciekawy i konkretny sposób, animacja i muzyka – czysta kunsztowność. Na dodatek pojawia się wątek nowej technologii, która jeszcze w bardziej sensowny sposób (jeśli kogoś nie przekonał pierwszy epizod) tłumaczy idee wykorzystywania takich ludzi jak Daryl w mechach.