Boku Dake ga Inai Machi (ERASED) odcinek 12 – Rzutem Oka

Po 12 tygodniach wspólnej podróży z Satoru przez jego życie doczekaliśmy się zwieńczenia jego całej historii. Mimo fabularnego tsunami, jaka dotknęła adaptację ze względu na ograniczony czas antenowy widzowie dostali w miarę zadowalające zakończenie, aczkolwiek niepozbawione wyraźnych wad oraz taniości. Epizod ciągnie się dwoma wątkami – rozwiązania sprawy z czarnym charakterem serii oraz początku życia głównego bohatera w nowej rzeczywistości. Obydwa elementy mają swoje dobre i złe strony.

Przypadek ostatecznego pojedynku protagonisty ze swoim przeciwnikiem rozwiązano w ciekawy sposób. Śmiano się przed tym odcinkiem, że niby Satoru jest bezbronny i idzie na rzeź z antagonistą, tymczasem historia daje powód, dlaczego to robi (brak dowodów o zabójstwach z poprzednich żyć czy udziałów w jego wypadku). Jak to zwykle bywa z tą produkcją – cliffhanger pozostawił niedopowiedzenia, aby teraz dodać, że tak naprawdę nasz heros wcale nie był tak głupi. Oczywiście mangaka mocno zawierza w teorię o tym, że oprawca nie zamierza go zabić, ale jest to racjonalne, biorąc pod uwagę, że nie załatwił go od tak od ponad 15 lat. Na ocenę dostateczną też wypada kwestia „uwierz w siebie/bliskich/los”. Jasne, to taka shonenowa idea (i pewnie nie ma miejsca w mandze), ale stanowi jakąś odmianę wobec wcześniejszych działań bohatera. Początkowo nie korzystał on z pomocy innych, potem jednak coraz bardziej zawierzał w swoich przyjaciół. Wiara ocaliła zresztą też Kayo, która zaufała Satoru. Znaleziono jakiś moral dla anime – nieco baśniowy (siedzący na wózku Satoru i jego przyjaciele filozofujący o wierze w innych), ale przynajmniej trzymający się w sprzeczności wobec podejścia szwarccharaktera, które preferował wyścig szczur… chomików.

Boku Dake ga Inai Machi 12 (2)

Niestety postać głównego złego pozostaje płytka – nie wyjaśniono nic z jego przeszłości, prezentując tylko w formie domysłów historię o egoistycznych zwierzętach domowych. Nikt nie jest z natury zły, a niestety dowalono fabule takim płytkim przedstawieniem bohatera, że staje się stereotypową karykaturą villaina ze złowieszczą miną, głosem i oczami. Co prawda osobiście nie poczułem do niego wielkiej niechęci, ale pewnie głównie dlatego, że tylko przez krótki okres – po parę minut na trzy odcinki – pokazywana była jego prawdziwa, przerysowana, szalona maniera bycia. Wypadkowa innej wady – trzymania widza w niepewności co do zabójcy przez 7 odcinków.

Są też inne bolączki fabularne – nie wywołane wcale ograniczonym czasem, ale na własne życzenie przez twórców adaptacji. Ze sceną na dachu jest zupełnie inny problem niż ten, który próbowali insynuować osoby krytykujący wcześniejszy epizod. Bohater znalazł świetny pomysł na wsypanie swojego oponenta. Jest tylko jedno „ale” – skąd ta pewność, że zostanie zaprowadzony na górę szpitala? Równie dobrze mógłby wymyślić inny, diaboliczny sposób na rozprawienie się z protagonistą. Satoru nie wiedział też, że Kumi zostanie wmieszana w intrygę swojego wroga. Jednym słowem – całe przygotowanie do pokonania zabójcy jego matki i kolegów jest absurdalne. Główny bohater musiałby być jasnowidzem, większym niż obecnie, żeby wszystko tak sprawnie zagrało, a Kumi NA PEWNO nie została ofiarą gościa o niewytłumaczonym podejściu do życia. To nie pierwszy raz, jak Satoru ma „dar pewności” – w 6. odcinku też dał wiarę, że może robić Revival na zawołanie i… udało się.
Boku Dake ga Inai Machi 12 (4)

Satoru Cudotwórca ;)

Innym niedociągnięciem jest brak wyjaśnienia, kto tak naprawdę uratował Satoru pod koniec lat 80. Nauczyciel, który sobie poszedł znad rzeczki? Raczej nie, bo gdyby go wyciągnął stałby się pierwszym podejrzanym na liście. Na pewno też nie jest jasnowidzem i, jak się okazuje, nie podróżuje w czasie, więc nie mógł przewidzieć śpiączki i utraty pamięci. Ktoś przypadkowy? W sumie nie przeszkadzałoby mi to, gdyby nie uczyniono z tego ważnego cliffhangera – takiego po którym wypadałoby dokładnie rozjaśnić sprawę, a nie bawić się w niedopowiedzenia. Inaczej widz nie poczuje się poważnie potraktowany przez reżysera ^^’

Seria została podsumowana ciepłym, wzruszająco-nostalgicznym epilogiem, ukazującym spotkanie protagonisty ze swoimi dawnymi przyjaciółmi. Bardzo miło się to ogląda, zwłaszcza scena ze szkołą, postarzenie się projektu postaci, moment spotkanie po długiej rozłące z pewnym chłopakiem w średnim wieku czy graffiti na ścianie pod mostem. Aż ma się wrażenie… że ktoś wyciął z 12 epizodów serii ^^’ Wszystko dlatego, że przez pierwsze 8 odcinków historia obracała w 95% na sprawie Kayo, jej rodzinnych problemach oraz przyjaźni z Satoru, NIE koleżeństwie tego ostatniego z resztą uczniów szkoły podstawowej. Co prawda sugerował to opening, gdzie widzimy zabawę na placu zabaw czy na holu, ale w samym anime nie mieliśmy takich scen – jedynie 9 odcinek miał coś z kumplowania się, zobaczyliśmy klub ale szybko wszystko zostało ucięte np. Satoru ledwo poznał trzecią ofiarę. Z drugiej strony mamy Kayo, której losy dominowały w większego części serii, a w finale nie wypowiedziała ani jednego słowa (przydałaby się jakaś rozmówka na osobności podczas picia sake ;). W sumie matkę, poza retrospekcją, też trochę wcięło. Ogólnie jak już mówiłem nie jest to złe zakończenie produkcji, ale wywołuje ono uczucie niedosytu.

Boku Dake ga Inai Machi 12 (3)

Ostatnia finałowego scena była też dość tania, ale bądźmy szczerzy – większość fanów anime chciała zobaczyć takie (dla niektórych „pocieszające” ;) zakończenie. Zwłaszcza czytelnicy mangi, którzy narzekali na eksplorację jednej postaci kosztem drugiej. W sumie tego typu spotkanie można zaliczyć nawet na wieczny cliffhanger ;) W końcu tak bardzo zredukowano tą znajomość do minimum, a teraz rozpoczęła się tam, gdzie skończyło anime ^^’

Podsumowując konkluzja produkcji pozostawia żal, że fabuła nie pozostała w bardziej dojrzałym stylu. Mimo wszystko nadal pozostał w niej ten sam magiczny klimat, który został dodany na etapie adaptacji – jak dwugłos bohatera, odpowiedni soundtrack czy budowany przez niego melancholijny nastrój podczas fragmentów z płatkami śniegu. To wystarczyło, abym nie czuł się szczególnie obrażony ostatnimi minutami, aczkolwiek nie trudno odnieść wrażenie, że było to jak przedwczesny powrót bocianów do Polski. Zbyt szybko i nagle.

Dobra seria na zimowe wieczory – czyli to, co pisałem przed premierą serii ^^’

Wszystkie dotychczasowe odcinki Boku Dake ga Inai Machi (ERASED) można obejrzeć legalnie na serwisie Daisuki.net – wyższa jakość streamu po zarejestrowaniu i zalogowaniu na serwisie.

Boku Dake ga Inai Machi 12 (5)