Macross Delta odcinek 3 – Rzutem Oka

Trzeba przyznać, że z każdym odcinkiem Macross Delta staje coraz przyjemniejszym anime. Po dość topornym, na szybko przedstawianym koncepcie historii w pierwszym epizodzie, w dwóch następnych twórcy skupili się na powolnym ukazaniu osobowości postaci i klimatu świata w jakim żyją. Shoji Kawamori udowadnia, że jeśli mu się chce to potrafi stworzyć sympatyczne, ale także niepozbawione pewnych wad charakteru postacie, kolorowy świat, co jest jest podstawą dla przygodowych serii z mechami. Na tą chwilę najgorszym elementem serii są antagoniści, ale głównie tylko dlatego, bo nie poświęcono im za wiele uwagi.

Coraz bardziej przekonuje się do głównego protagonisty – Hayate Immelmana. Gdy po raz pierwszy pojawił się w serii wydawał mi się choleryczną postacią – bałem się, że tak jak Alto Saotome będzie miał ścisk w pupie przez kolejne 24 odcinki. Tymczasem wątek szukania celu w życiu tak eksplorowany w dzisiejszych seriach shonenowych został tutaj załatwiony w ekspresowym tempie. Bohater w ciągu trzech odcinków znalazł nie tylko sobie zajęcie, ale także czerpie z niej niepohamowaną przyjemność, a wynikające z tego udręki ;) Moje porównania względem Isamu Alva Dysona z Macross Plus przy recenzowaniu poprzedniego odcinka znajdują tu swoje podstawy (obydwa piloci lubią nawet zabawy w samolociki ^^’).
Macross Delta 03 (05)

Oczywiście w przeciwieństwie do narwańca z Plusa Hayate jest acyfistą, który nie przepada za wojskiem, czy strzelaniem do innych. Nie popada przy tym w stereotypowe zachowania tego typu protagonisty. Na razie seria ani razu nie podjęła się standardowej mowy o tym, jak wojna jest zła. Twórcy idealnie manewrują tematem za pomocą motywu tańca. Zamiast mówić o negatywnym wątku jak zabijanie, skupiono się nad preferowanym stylu walki bohatera. Mirage mówi o polu walki, Hayate nie patrzy w ogóle pod tym kątem na swoje uczestnictwo w zespole, pytając czy takie nastawienie sprawia jej zabawę. Ta dziecięca naiwność herosa przypomina w pewnym sensie podejście Nekki Basary, bohatera anime Macross 7, ale na razie bez jego wielkiego gwiazdorzenia o alternatywnych sposobach rozwiązywania konfliktu – Hayate przyznaje się do subiektywnego podejścia do sprawy na końcu odcinka, nawet jeśli takie wyznanie wynikło z euforii triumfu. Bohater udowodnił, że nie tylko lubi mielić jęzorem, aby komuś dopiec (a tego tutaj też nie brakuje, o czym przekonała się wesoła Freyja).

Swoją postawę ciężkiej służbistki nadal utrzymuje także Mirage Farina Jenius, wykorzystując swoje wpływy do bolesnego pouczania głównego bohatera. Przyznam, że nie do końca podoba mi się, jak ta cała historia została rozwiązana. Stawia ona w złym świetle sztywną, ale podchodzącą bardzo poważnie do życia bohaterkę na tle nieco egoistycznego gościa, któremu brakuje dojrzałości. Umiejętności to umiejętności i Kawamori powinien doprowadzić do pewnego konsensusu okrężną drogą, zamiast po raz kolejny uderzać w image postaci. Zwłaszcza, gdy seria postanawia w tym odcinku po raz pierwszy wspomnieć o jej badassowej rodzinie.
Macross Delta 03 (04)
W przypadku trzeciego, przeciwległego kąta tego trójkąta miłosnego – Freyji Wion – jest kontynuowany wątek braku efektów jej śpiewania podczas przesłuchania. W poprzednim epizodzie pokonała ona strach związany z występem publicznym, teraz okazuje się, że trema to nie jedyny powód, dlaczego tak „słabo” wychodzi jej śpiew w studio. Potrzebuje ona pewnego bodźca, aby jej „rune” dostało orgazmu ;) Ogólnie mam pewne zastrzeżenia co do ewolucji idolek z japońskich anime, które zawsze przedstawiają takie same umiejętności w wokalu przez całą serię. Wiem, że image aktorki głosowej wcielającej się w postać mogłoby na tym ucierpieć, ale czy nie fajniejszym pomysłem byłoby, gdyby twórcy anime specjalnie nakazali jej w tej scenie fałszować? Wyszłoby to bardziej przekonująco niż kolejny suchy holograficzny wskaźnik i technomagiczny macrossowy bełkot. Bo generalnie słuchając Freyji za pierwszym razem muszę się stwierdzić, że śpiewała tak samo dobrze, w sumie nawet jej czysty głos bardziej mi odpowiadał bez muzyki ^^’
Macross Delta (06)
Co może podobać się to fakt, że cały czas przez ekran przewijają się także inni bohaterowie, którzy co prawda nie mogą liczyć na tak wielki czas antenowy jak protagoniści, ale służą jednak za aktywne tło zdarzeń, wrzucając swoje uwagi. Jest multum, a sytuacja przypomina serię Aquarion Evol, które również dysponowało dużą liczbą sympatycznych pierwszoplanowych postaci. Miało to pozytywny wpływ na odbiór serii, biorąc pod uwagę, jak ich protagoniści potrafili irytować swoich zachowaniem. Tutaj główny trójkąt tak nie odrzuca, więc pozostali bohaterowie na ekranie stanowią miłe uzupełnienie, a temat modlitw widzów.

Sama scena rywalizacji między Hayate i Mirage to macrossowy fanserwis w czystej postaci. Widzowie dostali lekko zmodyfikowane Valkyrie z Super Dimension Fortress Macross w klasycznej, czerwonej barwie – VF-1 EX, czyli VF-1 z systemami AI i EX Gear (podoba mi się koncept wykorzystywania starszych modeli jako maszyn treningowych). Walka odbywa się w morskich klimatach przypominających Macross Zero, a ja mam nikłą nadzieję związaną z faktem, że akcja serii dzieje się po Macrossie Frontier (2059) i będzie miała miejsce okazjonalnie/cały czas nad wodą – chciałbym wreszcie, aby w wersji animowanej po kilkunastu latach zadebiutował VA-3M Invader z gry Macross VF-X2 (2050) lub jakiś jego następca. Jest to model Valkyrii dość znacznie różniący się od głównej linii, przede wszystkim poza możliwością walki w kosmosie, na niebie, posiada możliwość przemierzania świata podwodnego. Nie licząc jednej misji z jego udziałem nigdy wcześniej czy później nie było tego typu bitew w uniwersum Macrossa, a więc byłaby to nowość dla anime tej marki.

Macross Delta 03 (01)

Opening Super Dimension Fortress Macross (1982) z oryginalnym modelami VF-1 ^^

Jeszcze większym pokazem fetyszu macrossowe mogą być krzyki dzieciaków podczas pływania w promieniach zachodzącego słońca – najwyraźniej w tym uniwersum popularność muzyków nie słabnie i zahacza o nowe pokolenia :). W sumie seria, pomijając scenę z wprowadzenia, na tą chwilę wydaje się w sam raz także do oglądania dla młodszych widzów – animacja jest bardzo kolorowa, kreska momentami groteskowa (np. podczas przekomarzania się Freyji z Hayate), dużo wesołych scen z humorem podchodzących czasem pod slapstick, gdy bohaterowie muszą sobie poradzić z pewnym psotnikiem. Seria nie molestuje także widzów za pomocą taniego fanserwisu. Idolki są momentami skąpo ubrane po prysznicu, ale ma tu żadnych bliskich rzutów na atrybuty kobiece. W tym produkcja odwdzięcza się za to jeszcze kobiecym personelem, w tym obserwowaną na samym początku wpisu fanką kliszowych romansów z kocim uśmieszkiem ;)

Na tą chwilę Macross Delta jest dla mnie przyjemniejszym doświadczeniem w oglądaniu niż poprzedni Macross Frontier, czego dowodem może być fakt, że znam imiona i nazwiska głównych bohaterów. W przypadku serii „F” nie pamiętałem danych personalnych Alto Saotome i Ranka Lee przez 2/3 odcinków (w przeciwieństwie do nazw maszyn – no, ale akurat sceny walki były w tej produkcji dobre ;). W sumie dopiero filmy kinowe dały mi szansę popatrzenia na te postacie z większą uwagą.Macross Delta 03 (02)

PS. Pewnie elementy nigdy nie zmienią ;)

Macross Delta comparison

Macross Delta comparison 2