Macross Delta odcinek 11 – Rzutem Oka (spoilery!)

Za dużo wiary pokładam w dzisiejszych anime… po dotychczas najlepszym epizodzie produkcji, czas na najbardziej męczące momenty opowieści. Przy okazji ósmego odcinka wspominałem, że nie przypadł on mi do gustu, bo twórcy pojechali w nim po linii najmniejszego oporu. Nie był on zły, ale pewne niewyjaśnione w nim sprawy przeszkadzały mi przy jego oglądaniu. Niestety tam lenistwo twórców dotyczyło jedynie fabularnych aspektów danego odcinka bez większego wpływu na wydarzenia, które po nim następowały – wiadomo było przecież, że w taki czy inny sposób bohaterowie uciekną z planety, a że przy tym naciągnięto fabułę pod model serii (leczenie pilotów z Ziemi) to już inna para kaloszy. W wypadku jedenastki przynajmniej jeden z wątków mocno kuje w oczy, bo następne epizody będą musiały się raczej do niego odnieść.
Macross Delta 11 (14)

Chodzi mi oczywiście o niefortunne postanowienie Hayate z końcówki epizodu. Scena z centrum dowodzenia pojawiająca się w pierwszej połowie epizodu, nie zapowiadała tak debilnej mowy z ust protagonisty. Skutkiem straty Messera, jak już zauważyłem w poprzednim wpisie, powinien być nowy rekrut w oddziale Delta. Tak więc Arad przedstawia jakiś tam anonimowych dla widza kandydatów z oddziałów Alfa i Beta.
Macross Delta 11 (18)

Alpha:
Sara Korat – drugi porucznik – 21 lata
Hadley Fuller – kapitan – 31 lata
Samuel Murdoch – pierwszy porucznik – 25 lata

Beta:
Hilma Sandra – pierwszy porucznik – 24 lata
Attllio Missillier – drugi porucznik – nie do odczytania
Kuzma Sirotenko – kapitan – 29 lata

Co tego, jak marudzące dziecko Hayate ma po śmierci swojego senpai-a wielki ból pewnej tylnej części ciała i nie chce nowej osoby w gronie przyjaciół? Sama w sobie ta buntowniczość protagonisty byłaby jeszcze do zaakceptowania, bo składa się na naturalny rozwój postaci. Wcześniej bohater po raz pierwszy zabił (a raczej przyczynił się do śmierci) swojego wroga, teraz po raz pierwszy stracił swojego kompana. Niestety konkluzja jest fatalna: protagonista na końcu epizodu stwierdza jeszcze raz, że nie potrzebują nowego członka zespołu, a Arad najwyraźniej nie ma nic przeciwko takiemu biegowi wydarzeń.

Nie boli już sam fakt, że widzowie nie dostaną nowego bohatera, czy to nowego, czy starego, z innej serii (chociaż dziwię się, że nie pomyślano nad tym: nowy bohater = nowa Valkyria, nowy model do sprzedania przez Bandai/Takarę Tomy/Hasegawę na rynku). Problemem jest wiara w zapewnienia żółtodzioba, który w poprzednim epizodzie został szybko wyautowany z walki, jak tylko nie było Messera w pobliżu. Brak racjonalnego zatamowania osłabienia zespołu. Nawet tak głupia seria jak Power Rangers jest na tyle wiarygodna, aby w sytuacji odejścia jakiegoś wojownika, jego miejsce w zespole zajmował ktoś nowy. Normalna kwestia nowego przydziału w wojsku, ale niestety Macross Delta woli bawić się w jakieś pomylone w logice pomysły w celu promowania protagonisty serii. Już lepiej byłoby w ogóle nie zaczynać poruszania kwestii kadrowych, dociągając pierwotny skład do ostatniego odcinka bez wyjaśnienia.
Macross Delta 11 (1)

A to nie jest jedyny poważny problem tego epizodu. Drugim jest sam początek, czyli totalny brak kontynuacji wydarzeń dziejących się pod koniec poprzedniego odcinka. Jasne, Messer zmarł podczas niej, jednak sama bitwa nie dobiegła końca i wymagała wyjaśnienia. Hayate i Mirage zostali zestrzeleni, Walküre są praktycznie znokautowane, a jedynymi sprawnymi maszynami na niebie pozostali Valkyrie Arada i Chucka. W tym wypadku Rycerze Wiatru mają wyraźną przewagę wystarczającą, aby raz na zawsze załatwić problem piosenkarek i ich oddział chroniący. Mamy cliffhanger nie tylko z mocną smiercią, ale też niejako z sytuacją bez wyjścia. Co z tego, jak widz czekający następny tydzień nie dostaje zakończenia tej walki, tylko przeskok do żałoby w kwaterze. Epizod ani przez moment wspomina w ogóle jak poszła i w ogóle czy miała miejsce ewakuacja bohaterów mimo, przez co topornie wydaje się odnoszenie do tej bitwy przez całe następne 25 minut. A co mówić o braku odpowiedzi bardziej dociekliwe pytania typu „jak ściągnęli maszynę Messera do kwatery i jak pozostała nietknięta poza miejscem strzału, skoro miała rozbić się o Ziemię?”

Macross Delta 11 (13)

Same pożegnanie Messera również przebiegło standardowo w stylu każdego przeciętnego innego anime z wojną w tle. Niby fajnie, że bohaterowie próbują coś wynieść z utraty kolegi, jak przykładanie się do ćwiczeń przez Walküre (trening wytrzymałości w stylu baseballistów z jakiegoś mangi/anime sportowego ^^’ ), ale liczyłem jednak, że drama będzie trwała nieco dłużej. Osobiście podobało mi się najbardziej podejście Kaname, która dzięki swojemu największemu fanowi, poczuła przypływ ambicji do rywalizacji z Mikumo i Freyją.Liczyłem jednak na dłuższe dochodzenie do tego typu konkluzji (śmierć Messera podczas jej śpiewu powinna jednak ją najpierw złamać, a tutaj potrzebne było tylko optymistyczne podejście koleżanek). Przy okazji fantastyczne jest jednak to, że historia konsekwentnie do końca potrafiła zaprzeczać istnieniu trójkąta romantycznego – tym samym można powiedzieć, że nigdy on nie istniał. Kaname raczej nie miała romantycznych myśli do Messera, z kolei jego działania nie wykraczały poza wdzięcznością ocalałego dla ratującej. Jasne, w pierwszych odcinkach pojawia się motyw, że Messer odmawia posiłku z Kaname i Aradem, ale to jedyny punkt, który mógłby być oczywistą przesłanką do romantycznych elementów znajomości. Widzowie zostali pozostawieni na etapie domysłów jak w przypadku Maki, która próbowała być swatką dla bohaterów.
Macross Delta 11 (15)

Odcinek miał też jeden, prawdopodobnie niezamierzenie, zabawny fragment, gdy bohaterowie dostają do ręki „tablet” zmarłego kolegi. Początkowo widzimy w nim odbicie Arada. Niech pierwszy rzuci kamieniem ten, któremu przez ułamek sekundy nie przeszła przez głowę myśl, że to jakiś twist. Przynajmniej mi na początku wydawało się, że to nie tablet, a zdjęcie z portretem zakłopotanego szefa oddziału Delta. Do tego zaskoczenie wszystkich bohaterów. Wniosek może być jeden: „Messer był homoseksualistą i był zakochany w Aradzie, stąd niechęć do wspólnych posiłków z nim i Kaname, z którą nie chciał rywalizować o komandora, bo zawdzięczał jej życie” ^^’ No bo, jaki inny logiczny może być powód trzymania zdjęcia swojego kolegi z głupią miną, jak nie głęboko skrywana miłość? ;)
Macross Delta 11 (16)

Moe buźka ;)

Z bólem w sercu muszę powiedzieć, że taki szalony twist byłby lepszy, bo niestety zamiast tego widzowie dostali nudne podniecanie się zaletami Messera. Frustrujące, niepotrzebne wybielanie postaci, które nic nie wniosło, bo od dawna wiedzieliśmy, że bohater lubił latać. Co więcej sam stwierdził, że jest szorstki wobec swoich uczniów, mając na uwadze ich bezpieczeństwo. Nie ma więc potrzeby, aby twórcy udowadniali nam wziętą z niczego (żeby nie uciekać do dosadniejszego słowa ;) drobnostką. Nie był on skończonym chujem, czego dowodem jest sam ratunek w 10 odcinku. Męczące było to słodzenie, jak też obwinianie się postaci. Standardowa, nadużywana procedura w anime, a tutaj ukazana w bardzo przeciętnej, tandetnej formie, do tego podkreślona fatalnym wcześniej wspomnianym postanowieniem Hayate.

Na plus można za to zaliczyć całą otoczkę. Co by nie powiedzieć o muzyce Macross Delta, czy przypada ona do gustu, czy też nie, jest doskonale dopasowana do scen, w których się pojawia. Buduje naprawdę dobry klimat, czego przykładem jest końcówka, w której znowu nie było standardowego endingu, tylko piosenka „Giraffe Blues” w towarzystwie modelu Valkyrii Messera płynącego po wodzie na tle słońca (trochę tragikomicznie wygląda jego ozdobienie – czerwone „oczko” umieszczone akurat w miejscu strzału Keitha ^^”). Co by nie powiedzieć o irytującej prostocie scenariusza epizodu, twórcy potrafiły wytworzyć pod niego odpowiedni klimat. Zresztą idealnie w niego wpisuje się też amatorska, ale jednocześnie odpowiednio profesjonalna aranżacja utworu Remember 16, śpiewana przez dzieci z planety. Piosenka oryginalnie wykonana przez fikcyjny zespół Fire Bomber z anime Macross 7. Pojawiła się też podczas scen retrospekcji w Macross Frontier (pierwsze dni życia sieroty Ranki Lee z jej nowym braciszkiem Ozmą). Wykorzystano wtedy oryginalną wersję z serialu (1994), z kolei Delta nawiązuje do akustycznej edycji przygotowanej dla Macross Dynamite 7 (1997).
Macross Delta 11 (2)

Ale wracając do pretensji… ;) Nie podoba mi się, że seria próbuje zrobić z Keitha superczłowieka, który potrafi strzelić w serce pilota przeciwnej Valkirii z ogromnej odległości. Jeśli ma to uczynić to jego postać ciekawszą, to jest to ślepa uliczka, bo do tego potrzeba głębszego ukazania postaci lub komicznego absurdu umiejętności (jak Roy Fokker potrafiący sprawnie pilotować Valkyrię po pijanemu). Z powodu takich debilnych rozwiązań mam ochotę darować sobie zakup modeli mecha Keithy od Bandai-a. Ogólnie nie podoba mi się, jak bishoneny w tym anime stoją w miejscu, ich prezencja ogranicza się z stereotypowej badassowości czy poważnych minek. Podczas, gdy pozytywne postacie dostają czas do porozmawiania o różnych rzeczach lub porobienia różnych czynności, tak w przypadku antagonistów mam wrażenie, jakby stali tylko w holu swojej bazy i byli wywoływani do kolejnych potyczek z oddziałem Delty. Ja rozumiem, że są oni wojskowymi, albo przecież mogliby prowadzić barwniejsze życie, moglibyśmy np. zobaczyć sceny z rajdów podczas podbijania kolejnych planet lub poznać ich rodziny (reakcję zwykłych ludzi z planety na ich sukcesy czy porażki – a nie tylko patrzących się z oddali mieszkańców wioski na przylatujące/odlatujące statki czy myśliwce). Taki Ramba Ral z Gundam 0079/Gundam The Origin między jedną, a drugą sceną wizytował bary.
Macross Delta 11 (10)

Nazi smile ^^’

Macross Delta 11 (12)
„Ojej, wszyscy kochamy nasze władze.. poza zdrajczynią Freyją ;)”

Miło choć, że szajka pięknisiów Windermere wreszcie przechodzi do prawdziwych działań wojennych, bo starczy już tych ciągłych epizodycznych ataków na dobre postacie. Dotychczas dobrze udawało się wciskać te potyczki w sens wydarzeń (Al Shadal jako miejsce ruin, walka w czasie ucieczki podczas misji szpiegowskiej, badanie ruin na Ragna), ale twórcom pomału kończą się pomysły (jak wspomniana bitwa w 10. odcinku, gdzie bishoneny wyraźnie dominowali i nie wiedzieć czemu wycofali się). Mimo wszystko ogólnie taktyka ze zdobyciem określonych planet, aby zapanować nad całym układem jako tako ogólnie tłumaczyła te sporadyczne walki, bo Windermere mieli inne cele niż walka z girlsbandem i ich ochroniarzami.

Ładnie prezentuje się design Sigur Valens, będący dla Windermere tym czym SDF-1 Macross dla Ziemian w Space War I – ich flagowym statkiem odziedziczonym po obcej cywilizacji. Z jednej strony przypomina designem statki Zentradi, z drugiej strony zamiast jednorodnej zieleni ma ornamenty w stylu architektury protokultury znanych z Macross Zero. Mam nadzieję, że w przyszłym odcinku zobaczę porządną bitwę między flotą krótko-żyjących, składającą się z jednego super statku i niewielką ilością mniejszych jednostek, a oddziałami NUNS, które z tego, co wyliczyłem dysponują 41 okrętami na orbicie Al Shahal.
Macross Delta 11 (9)

Byłaby to rekompensata za krótką, ale wtórną przemowę władcy Windermere. Motyw widziany w tysiącach anime, a dotychczas tylko parę razy się zdarzyło, gdy te przemowy wychodziły dobrze. Najbardziej kultową tego typu mową przywódcy był występ Gihren Zabi przed obywatelami Królestwa Zeonu w anime Gundam 0079 (fenomenalna nawet po 30 latach, gdy powtórzył ją na spotkaniu z fanami podkładający głos pod postać Banjo Ginga). Z kolei Gramia Nehrich z Macross Delta taki Char Aznable z anime Gundam: Char’s Counterattack, jednak Masaki Terasoma niestety nie ma tej siły charyzmy, aby wywołać ten sam dreszczyk emocji.
Macross Delta 11 (3)

Zieg Zeon ;)

Na koniec mała ciekawostka – nie wiem, czy wspomniano to w anime, ale w spin-offowej mandze Macross Delty pojawił wątek, mówiący, że Keith i „nasza wysokość” Heinz Nehrich to bracia, jednak od innych matek.