Macross Delta odcinek 14 – Rzutem Oka (spoilery!)

Wygląda na to, że mam nowego faworyta wśród dotychczasowo wyemitowanych epizodów tej serii. Jest to tym bardziej ciekawe, bo w najnowszych 25 minutach w przeciwieństwie do poprzednich nie ma walk Valkyri – elementu Macrossa podczas którego jestem w siódmym niebie. Co więcej zaprezentowane CGI jest nieco gorsze od tego, które widzowie doświadczyli w ostatnich tygodniach, ale nadal dużo lepsze niż technikalia z pierwszego odcinka – ostatnio miałem szczęście zobaczyć fragmenty pilota i byłem zaskoczony, jak różnice były dość drastyczne na korzyść tego, co ostatnio w tej produkcji zobaczyłem. Trzeba jednak pamiętać, że Super Dimension Fortress Macross z 1982 roku także miał swoje problemy, a mimo to stał się pozycją kultową dla ówczesnych Otaku (w sumie był to pierwszy serial robiony przez otaku dla otaku). Dlaczego przywołuję pierwszy serial z tego uniwersum? Bo odcinek bierze esencję tego, czym był SDF Macross.

Macross Delta 14 (21)

Piękny model 3D ;)

Najlepsze, że zmiana statusu quo jest konsekwencją wcześniejszych wydarzeń, czyli ostatnich porażek. Jest ona wynikiem utraty planety Ragna przez ich prawowitych właścicieli. Część mieszkańców pozostała na niej, część znalazła się na wyspie kolonizacyjnej (której jakoś nikt nie raczył jeszcze nazwać). I nie wiadomo, kto ma większego pecha – niewolnicy Windermere, którzy co prawda nie są okrutni dla podbitych, ale są niejako zniewoleni przez poczęstunek w postaci jabłek Windermere i wody. Czy może uchodźcy, którzy w wyniku zbiegu okoliczności zdążyli się ewakuować ze swojego globu i teraz są bezdomnymi na starym gruchocie, będąc na łasce prywatnej korporacji, która nie ma kasy na obronę. Dotychczasowy pracodawca firmy – lokalne władze NUNS – nie istnieją, bo antagoniści podbili cały układ, sytuacja początkowo wydaje się opłakana (podoba mi się, że za odbicie systemu mają finansować lokalne korporacje – to tak realistyczne, że będą się tym zajmować grupy, które mają w tym swój interes :).

Macross Delta 14 (2)

I jest w tym wszystkim to, co mi się podobało w oryginalnym SDF Macross – zgraja cywili, dla których z dnia na dzień statek obcej cywilizacji staje się nowym domem. Na którym będą musieli sobie ułożyć życie w nadziei, że kiedyś powrócą w rodzinne strony. Stale nie będący pewni jutra (przyszłe ataki Windermere). Oczywiście – w Macross 7 i Macross Frontier – też akcja działa się na statkach kolonizacyjnych, ale jej ludność przygotowała się do podróży i zamieszkiwała je od dekady, przyzwyczajona do sztucznego nieba. Nie będąc stale pod obstrzałem wrogiej cywilizacji, mając nadzieję na nową planetę. Społeczność przygotowana, aby żyć wiecznie w obecnych warunkach. Z kolei 14 odcinek Macross Delta to, idąc tytułami niektórych komisów DC – „Macross 7: Year One” czy „Macross Frontier One Year”. Cywile stąpający dotychczas przez całe życie pod naturalnym niebieskim niebem (Ragna wygląda dość prymitywnie), teraz będą adaptować się do nowej sytuacji. Zupełnie, jak mieszkańcy ziemskiej wyspy Ataria 58 lat wcześniej – wtedy ludzkość też była na początkowym etapie podboju kosmosu (wcześniej mieli ośrodki badawcze na Marsie). Symboliczny powrót do konceptu SDF Macross, który zresztą był też domeną amerykańskiego serialu Battlestar Galactica, przy czym ten ostatni moim zdaniem zaniedbywał wątek życia cywilnego. Wersja z lat 70 skupiała się głównie na tym, co Star Trek – wesołym odwiedzaniu planet (westernowych szynków ;). Z kolei wersja z lat 2000 przywiązywała co prawda większą uwagę do cywilów, ale w pewnym momencie utonęło to niestety w przesadnym religijnym i politycznym bełkocie.
Macross Delta 14 (18)

Wracając do Delty… Oby tylko twórcy nie poskąpili nam przyjemności obserwowania cywilnego życia. Będzie z tym mały problem, bo poza dziećmi i barmanką dotychczas wszystkie postacie były wojskowymi. W SDF Macross reprezentantem cywilnej części populacji, jej perspektywy była piosenkarka Lynn Minmay, popkultura wpisująca się w życie statku, co jakiś czas pojawiający się randomowi mieszkańcy na ulicy. Tutaj Walkure są częścią sił militarnych i podlegają rozkazom prywatnego, ale jednak wojska.

Macross Delta 14 (4)

I w tym odcinku grupa muzyczna wykonuje to, co do nich należy, serwując początek piosenki Neo Stream (wcześniej 8. odcinek) – z elementem tekstu anglojęzycznego, moim zdaniem najlepszy fragment w całym utworze. Najbardziej ubawiła mnie jednak scena, w której wybucha dach statku kolonizacyjnego i reakcja Mikumo na to w stylu „Eee… ludzie, nic tam się tam nie stało, patrzcie na nasz koncert” ;) Zresztą odcinek potwierdza kwestie, na którą zwróciłem uwagę przy 10. odcinku. Tam bohaterka będąc pod wodą nie wypuszczała bąbelków powietrza. Tutaj widzimy ją nagą w przestrzeni kosmicznej – wniosek jest jasny, piosenkarka nie potrzebuje oddychać. Z drugiej strony chyba upada moja teoria, w której przewidywałem, że postać jest androidem ze sztuczną inteligencją (choć jest jeszcze nadzieja, że jest jakimś sztuczną pamiątką po popkulturze). Bohaterka może drugą w historii postacią, która jest przypuszczalnie reprezentantem tego gatunku w tym uniwersum. Pierwszą była Mina Forte z gry Macross 30 (do tego mamy jeszcze inną postać gustującą w goliźnie na osobności – szamankę Sarę Nomę z Macross Zero). Tak mnie jedno zastanawia: czy inni bohaterowie wiedzą o niezwykłości Mikumo? Dziewczyna już nie raz, nie dwa chodziła w stroju Ewy, teraz tak sobie lata w nieważkości za oknem w próżni. Jeśli tak, to czy nie widzą w tym czegoś dziwnego, czy może przyzwyczaili się mentalnie dzięki gołej pupie koncertującej Sheryl Nome? Jak wygląda sprawa wyjścia na zewnątrz? „Kapitanie Johnson, otwórz pan właz, bo chce wyjść na zewnątrz i popływać sobie nago w ciemnościach kosmosu? Jakby co, to będę zamyślona, to proszę nie odlatywać” ;)

Macross Delta 14 (17)

Wyjątkowo fanserwis w tym odcinku nie ogranicza się tylko do fioletowej ekshibicjonistki. Skoro seria tak bardzo nawiązuję do pierwszego Macrossa, to produkcja nie mogła sobie darować fragmentu, który byłby odniesieniem do wątku Hikaru Ichijyo i Lynn Minmay, którzy przez jakiś czas w oryginalnym serialu byli sam na sam w segmencie oddzielonym od pozostałej części statku. Nawiązanie jest lekkie – Mirage i Hayate nie są osamotnieni przez kilka dni. Jednak są podobieństwa w scenie zaniknięcia sztucznej grawitacji, wyrwą z kadłubie statku oraz odlatującą Freyją, co kojarzy się ze spadającą Lynn Minmay z Macross: Do You Remember Love, gdy zmieniła się siła ciążenia na SDF-1 Macross. Jest też wątek rozbierania się (w oryginalnej serii w celu umycia się) i staniem się oczkiem uwagi w społeczności (tam w gazetach, tutaj na telebimach). Chaos to niby takie Google w świecie Macrossa, a nie stać ich nawet na pełny ubiór swojego personelu ;). Hayate nosi swoją wcześniejsza koszulkę sprzed zatrudnienia, a biedną Miragę stać tylko na sportowy biustonosz. Lady M – typ korporacyjnego szefa-wyzyskiwacza, który by wszędzie szukałby cięć ;)

Macross Delta 14 (8)

Utrata Ragny była okazją także dla przemyśleń głównego trójkąta na temat znaczenia planety dla nich samych. Odpowiedzi postaci nie były jako tako ciekawe – dla Freyji było to miejsce spełnienia marzeń, dla Mirage – świat na którym poczuć spokojniej. Mimo wszystko była to okazja do dowiedzenie się czegoś na temat rodziców Hayate i jak to wpłynęło na jego dotychczasowe życie. Nakreślone cechy jego ojca pasowałyby nawet do Isamu z Macross Plus, aczkolwiek raczej to odpada, biorąc pod uwagę fakt, że matka była lekarzem wojskowym (no chyba, że Myung ostatecznie miała gdzieś swoją dawną miłość, bądź przekwalifikowała się ;). Ogólnie, więc raczej zapowiada się jakaś nowa postać, aczkolwiek nie ma żadnych dowodów, że zostanie pokazana. Ponadto wspomniano wreszcie ponownie o naszyjniku – Mirage wie z czego jest zrobiony. Najwyraźniej nikt w tym uniwersum nie wie przypadku protagonisty z poprzedniej serii ;)

Macross Delta 14 (23)

+18? ;)

Skoro mowa o Mirage to podoba mi się jej randomowa wymiana zdań z Hayate, która fajnie pokazuje zakompleksioną i pesymistyczną osobowość tej postaci. Gdy protagonistka opowiada i pokazuje swoje umiejętności, ostro-uszna pilotka wyskakuje z tekstem, że jak go wyleją z Chaosu, to zawsze może znaleźć pracę, gdzie indziej. Do tego, jak pewna powagi reakcja na podziękowania Freyji. Podoba mi się takie zabawnie nakreślanie cech postaci nad te wszystkie ekspozycyjne mowy, w których bohater musi powiedzieć, co mu leży na sercu (na szczęście nie ma tego tak dużo w Delcie, ale mogło nie być nawet w ogóle). Zresztą w epizodzie jest także inna taka okruszynka. Jak wiadomo Kaname jest niejako starszą siostrą dla reszty członków i ma za zadanie trzymać ich w ryzach. Opieprza, więc po prostu Freyję, gdy ta zamiast skupić się na śpiewaniu, rozkojarza się dwuznaczną rozmową Hayate i Mirage przekręcającymi rury ;)

Macross Delta 14 (10)

W poprzednim wpisie mówiłem, że seria może nam zafundować misję ratunkową dla siostry Chucka. Na szczęście historia nie poszła w tak wybitnie tani schemat, gdzie wątek przyjaźni ustępuje rozumowi. Etniczny Ragnanin nie rusza samolubnie i bez pozwolenia na rodzinnie planetę, aby reszta oddziału Delta nie leciała mu na ratunek. Arad mówi tłumaczy to tym, że nie mają możliwości militarnych na taką misję, studząc w gorącej wodzie kąpanego ryboczłowieka. Dowiedzieliśmy się, że NUNS ma prawdopodobnie jednak coś wspólnego z wyrwą u Windermere, a także przygotowuje broń przeciw nim. Stawiam na to, że lokalny przedstawiciel ma własne plany, niekoniecznie zbieżne z resztą organizacji.

U Windermere jak zwykle na za zasadzie „nie mamy życia prywatnego, tylko stoimy pod komnatą i czekamy na rozkazy”. Keith oczywiście musiał przeżyć zgon, na plus, że nie ma żadnej szramy na twarzy, choć chyba wolałbym, aby został już jakimś cyborgiem, biorąc pod uwagę, jak beznamiętnie wykonuje rozkazy, i jak jest doskonały w pilotowaniu. Roid na szczęście zostanie co najwyżej wodzem na zamówienie. Wolałby ugodę z NUNS, ale podda się woli Heinza, który będzie prowadził wojnę jedynie w imieniu swojego zmarłego ojca (opcjonalnie w celu ratowania planety).

14. odcinek Macross Delta ma nowy „tak jakby” nowy opening, a także prawdziwy ending. Ten pierwszy ma taką samą piosenkę jak poprzedni i składa się ze średnio dobrze dobranych scen akcji z trzynastego odcinka, co może tyle znaczyć, że jest to jedynie przejściowa czołówka i w przyszłym epizodzie zostanie zaprezentowany prawdziwy 2. opening. Ending, choć animacyjnie dobrze wykonany, to nie zrobił na mnie jakoś piorunującego wrażenie. Miło przygrywa, ale nic poza tym. Wolałem „wow wow wow” wersję od Freyji.