Macross Delta odcinek 24 – Rzutem Oka (spoilery!)

Wygląda na to, że czasy, gdy Macross Delta miał szersze uzasadnienie dla istnienia konkretnych scen, znikły bezpowrotnie. Zamiast tego jest masa momentów, które przede wszystkim mają ustawić status quo pod zbliżający się finał. Ostatnie trzy odcinki miały jedno ważne zadanie – oddanie za wszelką cenę Mikumo w ręce wroga, a dokładnie interesującego się nią od 18 odcinka Roida. Nie są to jakiś wielki zarzut. Problem w tym, że droga do tego celu mogłaby być dużo ciekawsza, a epizod dzieli się na moment, w którym powtarzane są po raz kolejny te same informacje, ale w innych okolicznościach, oraz moment akcji, gdzie wszystko ma zostać zasznurowane z góry obranym zakończeniem.

Jeśli chodzi o tą pierwszą część epizodu to oczywiście jest to rozprawy pojmanych na Windermere. Wydawałoby się, że twórcy podeszli do tej kwestii z dobrej strony – cały proces okazał się wielką szopką, gdzie bohaterowie prawie wcale nie mieli nic do powiedzenia (a jak mówili to o jakiś pierdołach już poruszanych – np. dyskusja o tym, jak odbierany jest wokal Heinza, Freyji czy Mikumo), sędziowie byli z góry nastawieni wrogo pod pozwanych, a straże, czy rycerze od tak zakłócali całe spotkanie. Jednym słowem idealny spektakl jak na kosmicznych naziolów przystało. Problem w tym, że bezcelowy – przypominam, że to Heinz chciał się przekonać, jacy są Ziemianie i zafundować im sprawiedliwy wyrok. Jako, że w dyskusji z obywatelami NUNS nic nie wynikło, bo władca Windermere i tak uznał, że „moja racja jest mojsza, bo tak” można było zainwestować ten czas w coś innego. Generalnie widzowie nie poczują żadnej sympatii do Heinza i jedyne co uratowałoby teraz tą postać to zwykły zgon lub zniszczenie jego planety. Ukazanie go jako bohatera, który nie uczył się na własnych błędach, ponosząc tego najcięższe konsekwencje. Retoryka pojawiająca się u twórcy Gundama w latach 80 oraz w pierwszej połowie lat 90, tylko tam nie było to konieczne, bo dany antagonista nie był tak nudny i często stał nawet po tej dobrej stronie. Tutaj aż prosi się o kulkę w łeb dla króla. macross-delta-24-6

Nie podoba mi się wymyślanie z niczego czegoś takiego jak traktatu Ormond. Raz, że nie słyszeliśmy jakoby Windermere takowy podpisywali. Dwa, nie wiem czym jest ten cały Ormond. Planetą? Miastem, Kolonią? Prawdopodobnie nazewnictwo może nawiązywać do jakiś historycznych klimatów brytyjsko-irlandzkich, ale nie jestem pewien. Nie można było tego nazwać traktatem z Edeńskim lub Frontierowym? Ubawiła mnie za to Mirage, która oburzała się na to tak mocno, chyba zapominając, że Windermere potrafią być bezwzględni w atakowaniu wroga, zwłaszcza gdy ich bezpośrednio się atakuje (zniszczenie statków NUNS, próba zniszczenia statku pełnych cywili na Ragni przez Gramię, bo „kilku złych ludzi z NUNS)). Windermere to hipokryci – ich logika jest zabawna, skoro ludzie z Chaosu to cywile, to przypadkiem nie powinni być traktowani lepiej niż wojskowi? I tutaj aż chce się wrócić do rozważań z początku akapitu – nie znamy zasad traktatu Ormond, więc nie możemy docenić walorów prawnych rozumowania Windermere i ich oponentów. Nie wiemy, dlaczego kombatanci są lepiej prawnie traktowani niż zwykli ludzie. To takie leniwe pisanie…

Nudne też było pytanie o cel śpiewania Freyji. Bohaterka odpowiadała na to pytanie już wielokrotnie. Także nie trzeba nam co chwila przypominać, że wokal Heinza jest smutny. W końcu łatwo to zauważyć za każdym razem, gdy słyszymy jego śpiew. Opis słowny też wielokrotnie był prezentowany, więc zabrakło tu już nie tyle subtelności, tylko przystopowania w prezentowaniu tego samego elementu fabularnego, zwłaszcza, że rozmowa o kolorach głosu jest równie ekscytująca, co mowy o wietrze tak nadużywane przez Windermere. Jedynie cenię tą dużo mówiąca minę Freyji w odpowiedzi na podejście do muzyki Heinza i jego ferajny ^^

macross-delta-24-5

Scena egzekucji dla odmiany nawet mi się w większości spodobała. Głównie przez protagonistę, który sam zgłosić się jako pierwszy do skoku. Jeśli ktoś jeszcze pamięta drugi odcinek, ten wie, że nie posiada on strachu przez patrzeniem z wysokości – stał obrócony do tyłu na skraju Macross Elysion. Obecna sytuacja nie wydaje się zatem szczególnie niebezpieczna. Przesądy Windermere –  „jeśli twój rozum jest czysty, to poniesie cię wiatr” – na nieszczęście egzekutorów oddają zdolności zmysłów równowagi bohatera. Antagoniści, bez użycia karabinu, musieliby pewnie stać z kilkanaście godzin, za czym protagonista raczył stracić siły i skoczyć. Dobry sposób na kupienie czasu ^^ Podoba mi się też podejście do zabijania przez Hayate – dotychczas tłumaczono to tylko jego pacyfizmem, teraz bohater przyznał, że nie chce po prostu plamić krwią śpiewu Freyji.

Cała akcja ratowania trójki też mi się podoba. Oczywiście nie mogło przy tym zabraknąć naciągania, czyli np. nieudolności zwykłych Windermere, którzy chyba pobierają nauki u szturmowców z Imperium ze Star Wars. Taki tani niewinny chwyt w kinach akcji, gdzie pociski zawsze nie trafiają ważnych bohaterów (schodząc z tematu żałuje, że Abrams nie pokusił się o większy realizm). Dobrym pomysłem jest za to wykorzystywanie myśliwców jako drogi do odwrotu – do tej pory zastanawiałem się, dlaczego tajni agenci Chaosu je zostawili (mniejsza o to – gdzie mogli ich zostawić, nie zostawiając śladu na śniegu), a tutaj okazuje się, że stały gotowe na autopilocie. Dodatkowo bohaterowie dostali pomoc od cichego kolegi, czyli fundacji Epsilon. Wydaje się, że byli sojusznicy Windermere zauważyli, że Roid nie potrzebuje ich pomocy w osiągnięciu celu i raczej nie spełni swoich warunków sojuszu. Boli mnie, że organizacja ta pozostanie najprawdopodobniej tylko związkiem złych kapitalistów, dbających o swoje interesy. Liczyłem, że mógł się za tym kryć jakiś większy plan czy ideologia – bycie np. nowym Anti-UN. No cóż… może w przyszłej serii ;)

macross-delta-24-2

Miła odmianą wobec wcześniejszych odcinków jest fakt, że zwykli żołnierze Windermere wzięli się w końcu do roboty i zaatakowali piosenkarki znajdujące się na Ziemi. Gdzie moja pamięć nie sięga to zawsze niestety podczas misji na tyłach wroga, wokalistki były tylko zagrożone z powietrza. Skoro wymyślono drony do obrony to można byłoby je jednak częściej używać – nie jako godnych konkurentów Valkyrii, tylko bardziej realistycznie wobec wrogów atakujących z Ziemi. Chociaż czego ja oczekuję, skoro i w tym wypadku Windermere nie wydają się dobrymi snajperami – ich największym sukcesem jest celowanie w rękę Freyji. Sama drama z Makiną nie była zła, chociaż bez śmierci traci na sile przekazu – skoro dostała się na pokład statku ratunkowego, to raczej możemy zapomnieć o dramatycznym końcu biuściastej. Zresztą nie ukrywajmy – mamy do czynienia z serią muzyczną, sprzedającą płyty. Nie ma szans, aby Big West z Satelight popsuł zarobek ich największego i najdłuższego partnera w biznesie – wytwórni muzycznej Victor Entertainment (używającej obecnie marki Flying Dog, jeśli chodzi o muzykę dla seriali anime). Nie, gdy CD są najlepiej sprzedającym się gadżetem Macross Delta. Tak więc trudno też uwierzyć w wielkie konsekwencje pojawienia się białych płytek na ciele Freyji, która jest najważniejszą twarzą projektu zespołu Walküre. Szybciej zginie Hayate, który również znajduje się w średnio ciekawej sytuacji (choć podczas ewakuacji nie było tego problemu ^^’).

macross-delta-24-10

Na koniec jeszcze należy poruszyć prawdopodobnie największą pomyłkę w całym serialu. Jak wiadomo Roid wykorzystuje komendę „Rudanjal Rom Mayan!” do pojmania Mikumo, a następnie zmuszenia jej do śpiewania (byłem pewien, że wykorzystają do tego pojmanych, ale cóż…). I tutaj zaczynają się schody – serial nie zadaje sobie trudu wyjaśnienia, jak Roid zdobył informacje, że może tak kontrolować bohaterkę. Czy było to zapisane w ruinach na Windermere, które nagle z niczego otworzyły się przed komandorem? Nie wiadomo. Wiadomo za to, że Heinz w 15. odcinku podczas zgromadzenia i transmisji na całą galaktykę wypowiada te same słowa, tymczasem oglądająca relację Mikumo ani nie zaczęła śpiewać, ani nie straciła przytomności, ani też nie drgnęła. Co jest najgorsze, już w 14. odcinka ma przebłyski ze swojej przeszłości, więc nie można od tak zwalić przyczyny, że nic nie pamiętała, więc działało to na nią. Tak właśnie kończy się poziom logiki opowieści, gdy scenarzysta jest leniwy – nie ma żadnego pomysłu na popchnięcie historii do przodu i jeszcze nawet nie sprawdzi, czy w poprzednich epizodach nie ma z tym elementem żadnych nieścisłości.

Mikumo słuchająca wystąpienia Roida i Heinza w 15. odcinku
macross-delta-15-recap-2
macross-delta-15-recap-1
Żadna reakcja po niedługo wcześniej wypowiedzianym przez Heinza pozdrowieniu
macross-delta-15-recap-3

Zresztą przykładem takiego nieróbstwa jest też tekst Roida o tym, że ludzie boją się Mikumo. Oj tak… tak bardzo trzęsą się, że wysyłają ją na każde zadanie. Nie wspominając, że nie są to przebiegli ludzie u władzy, tylko prywatna korporacja – Chaos, której przede wszystkim zależy na zarobku. Najlepsze, że zdradzili idolce informacje o mniej więcej jej powstaniu (Protokultura), więc nie za bardzo rozumiem, dlaczego teraz tak wybałusza gały ze dziwienia i wadzi, że nie jest jakąś Star Singer (nawet nie wie dokładnie, kto to). Do tego te idiotyczne kłanianie się przed nią przez Roida – oddawanie szacunku osobie, którą jednocześnie się więzi ^^’

Tak więc niezły bigos bzdur nagotował się dla widzów przed dwoma finalnymi odcinkami – dobrze, że to tylko wnerwiające szczególiki, które zawsze będzie można naprawić, jak powstanie wersja kinowa… oby miała miejsce jak w przypadku Macross Frontier, który zyskał w moich oczach po premierach filmów ^^’

macross-delta-24-9