Macross Delta odcinek 26 FINAŁ – Rzutem Oka (spoilery!)

Nieambitny, jednak nadal efektowny, bardzo macrossowy final. Niestety nie do końca pasujący do tych kilkudziesięciu godzin, które do niego prowadziły. 26 epizod to kolejny argument, dlaczego nie powinno się zmieniać długości serii w chwili, gdy produkcja jest prowadzona od dłuższego czasu. Podobny błąd popełnił Big West przy oryginalnym Macrossa, gdy po wielu cięciach przed emisją z braku funduszy zdecydowano się na 26 odcinkową produkcję. Potem jednak seria zdobyła wielką popularność, więc natychmiastowo podjęto decyzję o zwiększeniu liczby do 39 epizodów. Dodatkowa część niestety nie trzymała już tak dobrego poziomu. Scenarzyści po części jednak wyszli z tego obronną ręką – nie próbowali rozszerzać dotychczasowych wątków, kończąc niejako właściwą historię na 26 odcinkach, aby w następnych opowiedzieć co było potem. Dzięki czemu można podchodzić do następnych losów bohaterów z dystansem, a że niewiele zmieniają, traktować nawet jakby nie istniały.

Niestety twórcy Macross Delta nie mieli takiej wygody, bo opowieść miała składać się początkowo z 13 odcinków i będącego ich kulminacją filmu kinowego. Gdyby to porozdzielać powstałby materiał na 17-18 odcinków. W takim wypadku zaczyna mieć sens, dlaczego historia ma tak dziwną budową. Po 13 jest około 6-7 odcinków, gdzie bohaterowie głównie gadają i budowane jest tło, które potem zostaje potraktowane po macoszemu, aby ostatecznie zostać zrównane w finałowym odcinku. Na przykład duża część serii produkcja kusi nas pytaniem: Kim jest Lady M?, po czym nigdy nie otrzymujemy odpowiedzi. Niby było już dużo w Macrossach elementów niewytłumaczonych, nawiązujących pobieżnie do wcześniejszych serii, ale nigdy nie poświęcano tego typu jednego zagadnieniu tyle czasu. I tutaj pewnie też by czegoś takiego nie było, gdyby zachowano oryginalny format historii. Słowo „Lady M” nie pada tyle razy w pierwszych odcinkach, a potem uczyniono z tego jeden z wabików do serii – robiono z widzów idiotów – tak jakby byli dzieckiem w kołysce, któremu macha się nad głową zabawką, której nigdy nie dostanie do ręki.
macross-delta-26-1

Interesujące jest też przedstawienie antagonistów – przyznam, że plan Roida wydaje się całkiem ciekawy. I bynajmniej pasuje do mojej teorii, w której generał Windermere wykorzysta muzykę do przedłużenia życia swojej rasy. Co więcej nie jest zdrajcą, tylko na swój sposób interpretującym wierność poddanym. Myślę, że mógłbym go nawet polubić jako postać. Niestety w poprzednich odcinkach był zawarty mdły wątek jego przyjaźni z Keithem (przychodzące na myśl tanie yaoi), a rozwój postaci został tylko ograniczony do wygłaszanej przez niego ekspozycji i skądinąd dobrego faszystowskiego występu w 15 odcinku. Biorąc pod uwagę ostatni motyw doszedłem do wniosku, że antagoniści od początku byli planowali jako bohater zbiorowy – kosmiczny naród, który przez swoje krzywdy, zakompleksienie do innych (długość życia i brak technologii), ideologię (opartą na legendach) popadł w radykalizm. Jako indywidua Windermere miały być prostymi postaciami w sam raz na format filmowy. Niestety przeniesienie wątków z części kinowej do telewizji sprawiło, że irytujący stał się brak ich przedstawienia jako jednostek. Osoby odpowiedzialne za skrypt niestety nie mieli na tyle talentu, aby wiedzieć jak zabrać się za strzępy dodatkowego czasu jakie dano im. Wyszły prawdopodobnie z założenia, że wystarczy dodać jakieś kilka klisz, które załatwią problem.

I tak sytuacja mimochodem sprawiła, że trudno było czuć jakąkolwiek sympatię czy zainteresowanie Heinzem. Do 13 odcinka był wykorzystywany przez swojego ojca, potem jednak zdobył całą władzę, a mimo to dopiero po 10 odcinkach doszedł do wniosku, że źle robi. Wiele osób zastanawia się, dlaczego w finałowym epizodu nie zostaje rozwiązany konflikt Windermere z NUNS. Otóż sugerowane jest to już na początku odcinka – władca Windermere mówi jasno, że gdy rozwiąże sprawę z Ragną przejdzie do rokowań z NUNS. Ten sam problem rozważano w 15 odcinku, więc wyraźnie widać kręcenie się w kółko historii. Przez ten czas Windermere dopuścili się zniszczenia dwóch flot NUNS, więc dziwnie po tym wszystkim ogląda się odcinek, w którym wszyscy są happy i rozjeżdżają się do domów.
macross-delta-26-5

Reszta antagonistów także nie dostała wiele czasu podczas serii, na tyle, że nadal nie wiem, który z bliźniaków jak się nazywa. W ostatnim odcinku musimy zadowolić się spotkaniem Bogue z Reiną i Makiną (której nagle się polepszyło ^^’). Pierwsza z dziewczyn miała swego czasu zatarg z rudym emo, więc było to nawet zabawne. Żałuje, że nie poświęcono temu humorystycznemu wątkowi więcej czasu – bo byłaby to jakaś interakcja pomiędzy rasami. Zamiast tego była ta nudna przyjaźń Roida i Keitha, która służyła tylko scenie końcowej. Każdy, kto oglądał serie Aura Battler Dunbine z lat 80 nie podnieci taki banał – lepiej, gdyby Keith przeżył i wojna z NUNS była pod jego dowództwem kontynuowania w jakieś mandze (nie wydaje mi się, aby NUNS odpuściła).

Zgon zabitego przez niego Messera ukazuje, jakie plany miało studio. Narzekałem we wpisie dotyczącym 11 odcinka na fakt, że drużyna Delta nie dostała żadnego nowego członka. Nadal uważam to za debilne potakiwać deklaracji żółtodzioba Hayate, jednak teraz na tle szerszym ma to sens. Finałowe zawiązanie serii wymagało obecności Mikumo po stronie Windermere, tym samym liczba piosenkarek i pilotów po stronie Chaosu zrównała się. Ponadto rwórcy prawdopodobnie nie zdecydowali się na stworzenie nowej postaci, bo niedługo po 11. odcinku miał być koniec serii i film kinowy, a zabawa z prowadzeniem nowego bohatera do fabuły trwałaby co najmniej 1 odcinek, na który seria w tamtym harmonogramie nie mogła sobie pozwolić. Gdy seria została wydłużona do 26 odcinka trzeba było przepisywać scenariusz i nie było czasu na projektowanie nowej postaci.
macross-delta-26-6

Mam problemy w rozwiązaniem także całej sytuacji – przypomina mi ono inne uniwersum Shoji Kawamoriego – Aquarion, które na swój miłosny sposób parodiowało Neon Genesis Evangelion. Jeśli ktoś chciałby dowiedzieć, o czym mówię polecam dwie OAV-ki Sousei no Aquarion, które zaczynają się lepiej niż seria TV, aby potem przejść w kwieciste urojenia. Jak dla mnie starczy już tego typu motywów w repertuarze tego twórcy – rzygam już mocą miłości trójkąta romantycznego i duchowym przedstawieniem postaci w stroju Ewy, choć pewnie fanki shojo będą zadowolone. Macross Delta oczywiście nie jest tak absurdalny jak Aquarion, cały plan Roida trzyma się sensu, a Freyja ma swoje racjonalne wątpliwości. Jeśli doszło do połączenia mogłaby być wiecznie z Hayate, a tak skazana jest na 15 lat życia. Pod tym względem jest dobrą reprezentantką poczucia niższości Windermere, ich ciężkości w relacjach z innymi rasami. Jest to ważne, bo seria nie znalazła czasu na przedstawienie głosu ludu – w sumie nawet nigdy nie widzimy w teraźniejszości żadnej wioski tej rasy. Kolejna wpadka twórców.

No i niestety te zwiększenie długości serii i tutaj jest widoczne – Hayate już raz przekonał bohaterkę, gdy siedzieli na ognisku u Hermana. Do tego warto zauważyć problem z syndromem Var oraz stanem, w jaki popadał Hayate. Nie licząc ostatniego odcinka, Freyja miała zły wpływ na protagonistę. Tak samo dotyczy Heinza, który działał na swoich. Teraz Freyja korzystająca z tej samej sieci nie tylko nie powoduje problemów u Hayate, ale także rezonuje z Mirage. Bardzo poszli na skróty w tym wątku. Moc miłosny do cholery i wszystko ok, choć poprzednie epizody sugerowały, że nie będzie tak łatwo. O potędze tej siły świadczy fakt wyrzucenia Freyji przez Roida z „OOBE” ponownie do ciała, po czym ona swoim wokalem ponownie wskazuje do „sieci”. Moce telepatyczne? ;)
macross-delta-26-2

W finale twórcy postanowili za to naprawić trochę element, który frustrował mnie w poprzednich odcinkach – sposób kontroli Mikumo. Wreszcie cała kontrola nad nią nie jest sprowadzana do wypowiadania trzech słów, ale także podłączania do specjalnej aparatury przez Roida. Niestety to nadal tylko zabieg wizualny – nadal nie wiadomo, dlaczego osoba tak wyćwiczona jak Mikumo jest tak łatwo więziona. Raz zachowuje się normalnie, innym razem stwierdza, że to jest jej scena, a w końcu z własnej woli zmienia strony, po zwykłym wysłuchaniu Freyji. Należy to traktować jako utratę kontroli przez Roida nad piosenkarką, czy może samodzielne podjęcie decyzji przez nią? W super robotowym Macross 7 nie było takich niekonsekwencji i wiedziałeś, że gdy postać była warzywem to nim była.

Seria ucierpiała także pod względem scen walk. Wydaje się, że za decyzją o przedłużeniu serii nie poszło odpowiednie zwiększenie budżetu. Skutkiem tego momentami widz mógł zapomnieć, że ogląda serię mechową – brak bitew z udziałem myśliwców. Bardzo irytujące stawało się to pod koniec, gdy cała flota NUNS ruszyła w stronę planety Windermere. Oglądający spodziewał się epickiej bitwy, a tutaj wszystko załatwiono wygodnie kilkoma wybuchami. W finałowym epizodzie nie brakuje za to dobrej animacji z mechami, aczkolwiek nadal produkcja konsekwentnie skupia się na walkach dogfight – może to dobrze patrząc na jakość modeli Battroidów w tym dziele. Nie trudno też odnieść wrażenie, że obserwuje się prowincjonalny konflikt porównując, jak szerokie ambicje wytacza przeciwnik NUNS. Pomijając już brak flot NUNS, jedyne co jest pokazywane w momencie tworzenia sieci to sceny z Brisingr Globular Cluster – ich mieszkańcy, planety i bohaterów. Troszkę też przedstawiano scen z przeszłości jak Space War I (artów z 19 odcinka), ale jak dla mnie to za mało. W Macross Frontier, gdy dochodzi do końcowej potyczki z Vajrą, widzimy Macross City na Ziemi, tutaj jest biednie, jakby twórcy mieli zakaz pokazywania światów spoza systemu.
macross-delta-26-4

Macross Delta to skrzywdzona seria. Początkowo miała być krótką przygodową produkcją z wybuchami w finale, ale ktoś wpadł na pomysł jej wydłużenia (pewnie w celu sprzedaży większej ilości muzyki). Rozszerzenie poszło fatalnie – powstało dodatkowe 7 odcinków, których niepośpieszne tempo i pomysły akurat mi osobiście przypadły do gustu. Jednak i ja straciłam entuzjazm. Gdy przyszła końcówka serii nietrudno odnieść wrażenie, że twórcy chcieli odbębnić tylko z góry ustalone punkty fabularne i zakończyć to szybko jak najmniejszą katastrofą. Nie pomógł fakt, że Shoji Kawamori wolał sobie pojechać na amerykański konwent Anime Expo w połowie wakacji, zamiast wszystko nadzorować do końca. Fakt, że bardziej był zainteresowany rozmową o swojej nowej serii robionej z Chińczykami jest dość wymowny – Macross Delta prawdopodobnie pójdzie w odstawkę. Nie będzie nawet naprawiania historii w postaci filmów kinowych, choć jest to tutaj bardziej potrzebne niż przy SDF Macross i Macross Frontier. W innym wypadku po napisach końcowych ostatniego epizodu widoczny byłby krótki teaser. Smutny koniec dla produkcji, która miała ciekawy koncept, ale koniec końców nie mogła im sprostać… ani też oczekiwań nowych widzów oraz od pewnego momentu wiernego fandomu Macrossa :(

macross-delta-26-9

PS Ostatni odcinek trwał tylko 22 minut. Twórcy woleli przeznaczyć więcej czasu na reklamy gadżetów niż marki, która je promuje…
PPS2 Jenius Air – rodzinka Mirage założyła własną linię lotniczą, powietrzny oddział najemny, czy team sportowy? ;)